Cieplutka bluza dla miłośnika samochodów

Po krótkiej przerwie w blogowaniu wracam. Nie mam już nadziei, że teraz się zmobilizuję i będę dodawać posty systematycznie, widać na razie tak musi zostać jak jest ;) W międzyczasie zaliczyliśmy solidny grupowy katar, przeziębienie i szczepienie, więc w pewnym sensie czuję się usprawiedliwiona.

Ostatnio brak mi czasu na szycie - w ciągu dnia chłopcy z reguły śpią na zmianę, a wieczorem notorycznie zasypiam z Michałkiem, a nawet jeśli już uda mi się wstać to nie nadaję się zbytnio do prac wymagających skupienia ;) Muszę jednak jakoś się zmobilizować, bo plany szyciowe mam spore i to muszę zdążyć pzynajmniej z częścią do świąt.

A dziś pokazuję grubaśną, ciepłą bluzę na wielkie mrozy (a także jak się okazało na przeziębienie), albo, jeśli Misio nie wyrośnie, może posłuży jako kurteczka na wiosenne dni. 

Uszyłam ją z drapanej, pikowanej dresówki i "wstrętnego" minky w autka. O ile drapana dresówka szyje się całkiem sympatycznie to minky... No cóż, zdecydowanie nie polubiłam tego materiału, w szczególności szyć. Bo efekt końcowy jest taki, że pewnie znów coś z niego uszyję, bo został spory kawałek ;)

Zresztą jest to najmilsze minky jakie w życiu miałam w rękach - cudownie miękkie, ciepłe, ąz chce się człowiek nim owinąć. Do tego cieniutkie i lejące - i obrzydliwie rozciągliwe i nieokiełznane w trakcie szycia. Ale dość narzekania!

To minky kupiłam trochę przez przypadek - szukałam fajnego polaru, żeby uszyć Michałkowi polarową bluzę. Na allegro trafiłam na aukcje z tymi autkami, oczami wyobraźni zobaczyłam polarek uszyty z nich i kliknęłam kup teraz. Potem zauważyłam, że w tytule aukcji oprócz słowa "polar" jest też "minky" ;) I tak stałam się szczęśliwą posiadaczką metra tego materiału.

Wykrój pochodzi z zeszłorocznej Burdy dla dzieci - w oryginale to była bluza z kapturem wkładana przez głowę. Trochę modyfikacji i wyszła bluzo-kurtka. W pierwszym zamyśle miała to być dwustronna bluza zapinana na zamek, jednak uznałam że szybciej osiwieję niż wszyję zamek w to minky. Myślałam o guzikach, ale wtedy nie była by dwustronna, więc postawiłam na napy.

Wszycie plisy na napki i tak było sporym wyzwaniem, tym bardziej, że robiłam to z pomocą Michałka. Nie obyło się rzecz jasna bez prucia.

Kieszenie z wypustką szyłam drugi raz. na worki kieszeniowe wzięlam minky, które rzecz jasna wyłazi i chce być widoczne ;) Ale nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie, a włożyć ręce w takie kieszonki to sama przyjemność.

Rękawy ze ściągaczami. Lubię takie rozwiązanie, rękaw trzyma się na swoim miejscu, nawet jeśli jest ciut dłuższy i mniej się brudzi ;)

Przyznaję, że góry bałam się najbardziej. Ale nawet jakoś udało się.

I teraz to, co podoba mi się najbardziej ;) Milusi minkowy środek. 

Jak wspominałam, bluza jest dwustronna. Tak prezentuję się po przewróceniu.

Z efektu końcowego jestem naprawdę zadowolona. Może kiedyś odważę się uszyć taką z zamkiem, bo była by jeszcze fajniejsza. Ewentualnie w wersji jednostronnej do rękawów wszyłabym coś cieńczego zamiast minky. Jedyny plu szycia z minky - nie ma opcji aby był widoczny ścieg kryty, którym zszywa się otwór po przewracaniu na prawą stronę uszytej rzeczy ;)

Pytanie za sto punktów: któsra strona jest łądniejsza? Ja ciągle nie mogę się zdecydować ;) Michałek w czasie przeziębienia chętnie ją ubierał i wygrzewał się, spodobała mu się zresztą jeszcze w czasie szycia i chciał ją ubierać. I doczekałam się w końcu dnia, w którym Misio spytany skąd ma bluzkę/spodnie/coś innego z dumą mówi "mama uszyłą!" :)