Miało być szaro..

A będzie szaro-zielono ;) A to za sprawą Mama Mi szyje. Zresztą ten dresik miałam Wam pokazać już dawno, dawno temu, ale najpierw czekał na dopranie (plamy na spodniach udało mi się zwalczyć, na bluzie niekoniecznie..), później na wyprasowanie, a na końcu na dobre światło i warunki sprzyjające robieniu zdjęć.

Światło aż tak dobre nie było, więc zdjęcia nie powalają, ale obawiam się że lepiej będzie dopiero w marcu (w temacie światła oczywiście).

Komplet powstał z zakupionej w sh, wielkiej bluzy, zapinanej na zamek, z kapturem. Ten kaptur miał wielkie znaczenie, choć pierwotnie miałam uszyć proste i szybkie spodnie do biegania dla Michałka.

Jednak szybko doszłam do wniosku, że bluza jest na tyle duża, że bez problemu wytnę z niej spodnie i bluzę w rozmiarze 92. Bez problemu by pewnie było, gdyby nie paski. Przez te paski musiałam się nieźle nagimnastykować z układaniem wykroju, aby wszystko ładnie się "zeszło".

Na nogawkach pasy pięknie się złożyły, na pupie też, jakimś cudem rozjechały się z przodu. Jak? Nie mam pojęcia, ale postanowiłam to jakoś ukryć. Naszyłam dużą kangurkową kieszeń w zielonym kolorze, która tuszuje co trzeba. Widoczne na zdjęciu "rozjechane" paski wypadają idealnie w kroku, więc ich nie widać w trakcie noszenia.

Jaszczurka wchodząca do kieszeni także maskuje miejsce po odpruciu kieszeni z oryginalnej bluzy. Nie udało mi się go ominąć układając wykrój, więc go ukryłam. Aby gumka w pasie nie rolowała się, przeszyłam ją tuż przy górnym brzegu tunelu. Dzięki temu zawsze jest na swoim miejscu, a pofalowany nadmiar materiału zawsze się dobrze układa ;)

Do zielonej kieszeni i jaszczurek dodałam zielone ściągacze. Tylko dolny ściągacz bluzy jest szary, żeby nie przesadzić z tą zielenią ;)

Ponieważ Michaś nie przepada za zamkami błyskawicznymi, bluza zapinana jest na napki. Tym razem udało mi się kupić napki, które przyjemnie się montuje, dobrze trzymają i łatwo się je zapina i rozpina.

Niestety paski na rękawach i na korpusie nie złożyły się, ale przeskok jest na tyle duży, że nie wygląda to tragicznie. Może ktoś pomyśli, że tak miało być ;) Udało mi się zachować kieszonkę, która była na rękawie bluzy.

Tak prezentuje się tył bluzy. Wracając do kaptura - dzięki temu, że był mogła powstać bluza, jej przód wykroiłam właśnie z kaptura :)

Udało mi się kupić jeszcze kilka fajnych bluz w tym sh, każda po dosłownie parę złotych, więc jeszcze kilka recyklingowych ubranek się pojawi. Na razie jednak Misio ma ubranek wystarczająco (może poza piżamkami), więc zacznę chyba szyć rozmiar większe rzeczy na wiosnę ;)

Post bierze udział w zabawie link party na blogu Mama Mi szyje.