Nowe życie bluzy

I to nie byle jakiej bluzy, a ulubionej, ukochanej bluzy mojego Męża. Bluzą zajęły się te mole, co zmniejszają w nocy ubrania, a i Małżonek zmienił nieco styl ubierania, więc zaopiekowałam się nią.

O dziwo, po dość długim okresie użytkowania dzianina jest w dalszym ciągu w bardzo dobrym stanie i ogólnie po bluzie prawie nie było widać, że była noszona - ząb czasu odznaczył się jedynie na ściągaczach przy rękawach, ale ich nie potrzebowałam. Ja się pytam, gdzie teraz można kupić takie dobre jakościowo ubrania?

A oto i bluza po "tuningu":

Jako, że pierwszy raz szyłam z tego wykroju, bluza jest znów trochę za duża, ale dzięki ściągaczom jako tako trzyma się na swoim miejscu. Do jesieni Michaś może jeszcze trochę podrośnie, to będzie akurat :)


Wnętrze kaptura w wersji pierwotnej chciałam zrobić zupełnie inne, nawet już wszyłam dzianinę w potworki, jednak coś nie grało i za radą szyjących Mam postawiłam na pomarańcz. I to był dobry wybór - bluza ożywiła się :)


Pomarańczowe jest także wnętrze kieszonek. Udało mi się wszyć w miarę równo zamek, muszę jeszcze tylko wykombinować jak zrobić, żeby w środku nie był widoczny.



Bluza z tyłu. Wykrój polecała MamaMi Szyje, skorzystałam i naprawdę nie żałuję :) Poza tym, że bluza powinna być o rozmiar mniejsza to jest super - akurat na naszego Szczypiorka :) Pewnie jeszcze niejedną rzecz uszyję bazując na tym wykroju.


A tutaj na modelu. Na słońcu łatwiej o ostre zdjęcia, chyba że fotografuje się pod słońce...


Tu już lepiej, tylko Misiowi odechciało się pozować ;)