Czachy dla małego, czachy dla dużego..

Jakiś czas temu zamawiałam materiały. Mój Mąż zaglądał mi przez ramię i wypatrzył dresówkę w czaszki i zażyczył sobie T-shirt ;) Ponieważ nie bardzo wiedziałam ile będę potrzebować materiału, zamówiłam trochę więcej.

Stwierdziłam, że jak coś zostanie to na pewno się nie zmarnuje, będę mogła uszyć coś Michałkowi. Oczywiście materiału zostało, więc Michaś załapał się na bezrękawnik, Mąż chce jeszcze czapkę na jesień, a materiału zostało tyle, że może uszyję sobie krótkie spodenki na lato ;)

Zdecydowanie więcej pracy i wysiłku kosztowało mnie uszycie bezrękawnika. Tym bardziej, że początkowo planowałam żółtą dzianiną wykończyć tylko kieszonki i kaptur od środka, a skończyło się na tym, że bezrękawnik ma coś a la podszewkę ;) 

To jest rozmiar 98, Michaś nosi teraz 86-92, więc bezrękawnik powinien być dobry też na jesień, a wtedy fakt, że jest podwójny i cieplejszy będzie plusem. Teraz wykorzystamy go w chłodniejsze dni :)




Kieszonki są prawdziwe i dość pojemne. 





A tak się prezentuje tył. W oryginalnym wykroju nie było na dole ściągacza, jednak zdecydowałam się go doszyć, żeby nie wychodził dołem żółty materiał ze środka, bo po piaskownicy mogłabym mieć problem z dopraniem go ;)



Zdecydowanie łatwiej i przyjemniej szyje się "duże" rzeczy, czyli w dorosłych rozmiarach. Zaczynając szycie, chciałam nabrać wprawy na dziecięcych ubrankach, a dopiero potem uszyć coś dla siebie, a tu okazało się, że mogłam zacząć od rzeczy dla mnie czy Męża, a potem walczyć z miniaturowymi mankiecikami i innym detalami w wersji mini ;)

Na koniec jeszcze zdjęcie T-shirtu Męża. Szycie go było czystą frajdą ;)