Metamorfoza..

I to jaka! Doszło do niej w sobotę, a ja jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Natomiast główny zainteresowany jakoś wcale nie jest zainteresowany ;) 


Metamorfozę przeszedł Michałek. Mianowicie obcięliśmy mu włosy. Zmiana jest ogromna, zresztą sami zobaczcie!
Michaś miał już dość długie włoski i zaczęły mu przeszkadzać - często za nie ciągnął, szarpał, wcierał jedzenie, przy okazji łapał się za uszy i też je ciągnął (aż czasem zastanawiałam się czy nie zawiało go gdzieś..) ;) Może łaskotały go w uszy, bo głównie dotykał te włoski nad uszami, w wyniku czego najczęściej wyglądał jak wkurzony Chopin ;)


Czesanie w zasadzie nic nie zmieniało, może poza tym, że zamiast skręconych, słodkich loczków powstawało coś a la stóg siana..

Michaś jest bardzo niedotykalski (jeśli chodzi o osoby nieznajome), więc wizyta u fryzjera nie wchodziła w grę. Żadne z nas też nie czuło się na siłach ciąć nożyczkami, zresztą Michał nie wytrzymałby tyle czasu ;)

Została zatem golarka do włosów. Michałek strzyżenie zniósł całkiem dzielnie, choć i tak trwało zbyt długo i potrzebne jest kilka drobnych poprawek. Oto efekty:


Michaś po obcięciu stracił całe swoje zainteresowanie włosami. Nie sięga już rączkami do uszu, nie próbuje łapać się za włosy, zupełnie przestały mieć znaczenie. Swoje odmienione odbicie w lustrze zaakceptował bez problemu.


Ja się przyzwyczajam, pierwsze wrażenie mieliśmy takie, że mamy inne dziecko ;) Michał wydaje się zadowolony, a to jest najważniejsze. I kolejny raz okazało się, że nasz Synek jest fanem mocnych smaków - na zdjęciu powyżej wcina kiszonego ogórka!