Małe dziecko i kot w domu, czy da się ich pogodzić?

Mruczka mamy już kilka lat. Przygarnęliśmy go ze schroniska. Z początku był wychudzony, trochę brudny i bardzo nieufny, choć niewymownie wdzięczny. Teraz jest raczej leniwy, dosyć spasiony (tak, tak) i bywa wredny.

Syn jest z nami rok i nie wyobrażamy sobie jak mogliśmy żyć do tej pory bez niego. Czy bez kota było by lepiej? Czasem pewnie łatwiej i czyściej, ale niekoniecznie lepiej.

Na powyższym zdjęciu Michaś ma niecałe 9 miesięcy i to było pierwsze tak bliskie spotkanie naszego Synka z Mruczkiem. Wcześniej nie pozwalaliśmy na takie "zbliżenia" ze względu na charakter kota.

Patrząc na Mruczka rozumiem już, dlaczego niektórzy ludzie uważają, że koty są wredne. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim charakterem u kota. Czasem jest miły, przychodzi się pogłaskać i ni z tego ni z owego pacnie pazurami albo ugryzie.

Jeszcze gdy byłam w ciąży, kilka osób pytało mnie co zrobimy z kotem. Po pierwsze, bo toksoplazmoza (o tym pisałam kiedyś tutaj), a po drugie małe dziecko i kot? Jak to tak?

Wspominałam też, że Mruczek był raczej mało zainteresowany Michałkiem, raczej starał się go omijać, przynajmniej do pewnego czasu. Gdy Michaś stał się mobilny (z początku było to czołganie), kot zaczął dostrzegać w nim potencjalnego kompana do zabaw.

Jednak nasz brak zaufania do Mruczka skutkował tym, że pilnowaliśmy by się nie zbliżał zbytnio do Michałka, wtedy zresztą Mruczek jeszcze był większy od Michasia i baliśmy się, że samą masą zrobi mu krzywdę.

W końcu odważyłam się zaryzykować i widząc, że kot ma dobry humor a Misio do niego zmierza zaczekałam z interwencją, żeby zobaczyć jak rozwinie się sytuacja. Byłam miło zaskoczona reakcją kota (pisałam o tym tutaj).

Od tamtej pory Michaś i Mruczek są coraz bardziej zaprzyjaźnieni, Michałek na widok kota zaczyna uśmiechać się, mówić po swojemu i z reguły do niego się wyrywa. Mruczek jest szczęśliwy, bo wreszcie ktoś mu poświęca 100% uwagi, bawi się z nim i zajmuje, choć nie zawsze tak jakby tego chciał. ;)

Nie powiem, zdarzyło się ze trzy razy, że Mruczek miał dość i drapnął Michałka, kilka razy zdążyliśmy zainterweniować zanim Mruczek zdążył podrapać Synka, ale pazury były już na wierzchu.

Wyszłam z założenia, że bez paru zadrapań się nie obejdzie - ja mogłam tysiąc razy powtórzyć Michałkowi, że nie ciągnie się kota za wąsy, ale on i tak próbował. Wystarczyło, że Mruczek raz pacnął Michałka łapą i Synek już nie próbuje ruszać wąsów ;)

Czy da się pogodzić niemowlaka i kota? Zdecydowanie tak! Na pewno trzeba mieć oczy dookoła głowy podwójnie, ale warto, bo zwierzak w domu przynosi dużo radości, szczególnie małemu człowieczkowi :)

Dochodzi też trochę dodatkowej pracy, bo kot linieje i śmieci (nasz kot nie wychodzi na zewnątrz, więc korzysta z kuwety i potrafi poroznosić żwirek po całym domu), ale przecież i tak codziennie się sprząta ;)

Dla dziecka kot jest prawdziwą atrakcją - ma futerko, które jest miłe w dotyku, śmieszne łapki, włochate uszy, nos, który można nacisnąć (mama wtedy robi "piiip" a Michaś się śmieje), ucieka i można go gonić, można bawić się z nim wstążką i wiele innych.



Jednak nawet gdyby Mruczek nie był taki cierpliwy i musielibyśmy go w dalszym ciągu trzymać na dystans, na pewno nie oddałabym go - nie po to kiedyś go przygarnęłam, żeby go wyrzucić gdy zacznie mi przeszkadzać. Cytując Małego Księcia: stajesz się na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś :)