Trudne początki przyjaźni ;)

Trudne początki przyjaźni z moją maszyną do szycia. Dlaczego trudne? Ponieważ ogromne chęci niestety nie dodają umiejętności ;) Ale dodają samozaparcia i cierpliwości.


Od początku wiedziałam, że chęci nie zmienią tego, że brak mi wprawy i jakiegokolwiek doświadczenia w temacie, więc pogrzebałam w szafach i na razie przerabiam, szyję z tego co mam, a czego nie potrzebuję.

W razie wtopy nie będę żałowała, że zmarnowałam jakąś piękną tkaninę, kupioną za ciężkie pieniądze ;) Planuję też wyprawę do jakiegoś SH w poszukiwaniu ciekawych materiałów uwięzionych w niekoniecznie pięknych rzeczach w rozsądnych cenach..

Póki co udało mi się przeszyć pościel, o której już kiedyś wspominałam (o tutaj). Na razie testował ją.. Michaś. A dziś wieczorem nasza kolej na testy ;) Tak się prezentuje:



Szału może nie ma, ale szwy są w miarę proste ;) Poza tym to była pierwsza rzecz, którą szyłam, więc tak naprawdę na niej się uczyłam. Nie obyło się rzecz jasna bez prucia, skończenia się nitki w bębenku w najmniej odpowiednim momencie i kilku innych przygód.

Po przeszyciu tej pościeli widzę, że zdecydowanie wolę szyć mniejsze rzeczy. Może to był prosty szew, bez żadnych czarów, ale wielka płachta materiału, "nie słuchająca" mnie i wisząca zawsze nie tak, mocno mnie irytowała ;)

Zdecydowanie przyjemniej szyło mi się poszewki na nasze poduszki. A najprzyjemniej szył mi się mój eksperyment ;)


Z flaneli która mi pozostała powstała pieluszka formowana, jednak zdecydowanie jest to dopiero prototyp, po uszyciu okazało się, że jeszcze sporo muszę dopracować.

Wykrój zrobiłam sobie sama (odrysowując formowankę, którą mam), zapięcie jest na rzepy, przy nóżkach i pleckach wszyłam gumki, jednak zbyt długie (co zresztą widać). Mam nadzieję, że wersja druga, ulepszona będzie nadawała się do bardziej szczegółowej prezentacji, tej od środka zdecydowanie nie pokażę ;)

Oprócz ulepszania pieluszki, kombinuję już następny eksperyment ;) Pewnie też pokaże, chyba że coś totalnie mi nie wyjdzie. 

Muszę powiedzieć, że szycie sprawia mi dużą frajdę, choć efekty jak na razie mało spektakularne (żeby nie powiedzieć mizerne :D). Muszę wykombinować sobie jakieś miejsce w domu, tak żebym mogła szyć wieczorem nie budząc Michałka, choć na razie może to być trudne..