Stare-nowe zabawki

Ponieważ nazbierało nam się całkiem sporo różnych zabawek dla Michałka, postanowiłam mniej więcej połowę z nich schować. Wiadomo, że Synek nie bawi się nigdy wszystkimi naraz.

Teraz co mniej więcej 2-3 tygodnie, jak widzę, że zabawki zaczynają się Synkowi nudzić, wymieniam zestaw zabawek. Przez ten czas Michaś o nich zapomina i znowu są "nowe" i ciekawe.


Tak ciekawe, że Michałek postanowił do nich dołączyć ;)


Jednak prawda jest taka, że najciekawsze "zabawki" to te zakazane. Numerem jeden są wszelkie kable. To co się dało pochowaliśmy, jednak czasem nie da się schować wszystkiego i to kusi.

Na drugim miejscu są szuflady i ich zawartość. Na razie dostępne są tylko te najniższe, w jednej są zimowe kurtki i czapki Synka, w drugiej pieluszki tetrowe i flanelowe "do buzi" (te prasuję, żeby były miększe, bo nie zależy mi na chłonności).

O ile wyciąganie kurtek nie jest zbytnio atrakcyjne, to wyciąganie wyprasowanych pieluszek i rozkładanie ich już jest bardzo ciekawym zajęciem ;)

Synka ciekawi też podstawa lampy podłogowej (na szczęście ciężka i stabilna), uderza w nią jak w bębenek, a lampa oczywiście wydaje metaliczny dźwięk. Kabel od lampy udało się nam schować pod podstawą, bo oczywiście też kusił.

Nie mogę pominąć kociej kuwety i kocich misek, naszych butów bądź pantofli pozostawionych na podłodze, hantli Męża (te już musiałam unieruchomić na dobre, bo choć 10-kilowe to Michaś toczył je po podłodze bez problemów) i wszelkich papierów, obrusów i wszystkiego co znajdzie się w zasięgu malutkich rączek ;)