Pierwsza wizyta na basenie

W końcu zapisaliśmy Michałka na zajęcia na basenie. W końcu, bo nosiliśmy się z tym zamiarem już od dawna, jednak umykało nam to gdzieś. Wykupiony karnet obejmuje 10 zajęć.


Na razie będziemy się pluskać w brodziku, ostatnie 4 zajęcia, które przypadają na luty, będziemy pewnie mieć w "dużym" basenie. Prowadzone są w kilkuosobowych (czy może raczej kilku rodzinnych) grupach i trwają po 30 minut.

Michaś uwielbia wieczorną kąpiel, zawsze się pluska i daje mu do dużo radochy, więc myśleliśmy, że na basenie będzie podobnie, albo jeszcze lepiej.

Niestety, jak na razie na basenie nie było euforii. Wręcz przeciwnie, było to chyba nasze najdłuższe 30 minut. Przez całe zajęcia Michałek płakał, pod koniec bardziej tak sobie chlipał, ale radochy nie było.

Instruktor mówił, że to tak może być za pierwszym razem, żeby nie przerywać ćwiczeń, jednak szczerze mówiąc zaczęłam się zastanawiać czy to na pewno dobry moment na naukę pływania.

Dzisiaj z Michałkiem kąpał się Mąż, za tydzień spróbuję ja, mam nadzieję, że będzie wtedy lepiej. Choć jeśli za każdym razem te zajęcia będą  wyglądać tak jak dziś to będziemy musieli się zastanowić czy nie odpuścić na jakiś czas.

Może (oby) dzisiejszy pobyt na basenie wyglądał tak ze względu na nienajlepszy humor Michałka. Obudził się dziś o 5, między 6 a 7 jeszcze pospał, śniadania nie chciał zjeść żadnego i o tej 9.30, kiedy zaczynaliśmy zajęcia mógł być już śpiący i zmęczony.

Za tydzień może uda nam się pospać dłużej i zjeść konkretne śniadanie jak zwykle, to może i zabawa w wodzie będzie lepsza. Oby!

Zdjęcie zrobiłam tylko jedno na samym początku, zanim Synek zaczął płakać. ;)