Moje pierwsze spodnie

Oczywiście nie chodzi dosłownie o moje spodnie, bo tych w szafie mam co najmniej kilka par, a jeśli liczyć te w nieodpowiednim rozmiarze to kilkanaście. Chodzi o pierwsze samodzielnie uszyte spodenki dla Michasia.

A że udały się znacznie lepiej niż się spodziewałam, to pewnie będzie trochę "achów i ochów" pod moim własnym adresem i ogólnie będę nieskromna ;)


Zaczęłam od zrobienia sobie wykroju - w tym celu odrysowałam na papierze spodenki Michałka dodając po troszku na szerokość i na długość, żeby zwiększyć rozmiar.

Gotowy wykrój przeniosłam na materiał (jako materiał posłużyły moje za duże spodnie z bardzo miękkiego dżinsu) i wycięłam. Wymyśliłam sobie aplikację na pupie i z nią się trochę bawiłam - oczy i nos kota przyszyłam ręcznie i wyhaftowałam buzię i źrenice.


Ponieważ Synek eksploruje ciągle mieszkanie pomyślałam, że na kolankach naszyję łatki, żeby było ciekawiej, to łatki są w kształcie kocich głów. Jednak podwijanie materiału przy takich małych elementach przerasta moje możliwości, więc łatki są obstrzępione.


W założeniu w pasie miała być wszyta gumka, jednak zostawiłam sobie za małą zakładkę materiału, więc żeby "uratować" spodnie wpadłam na pomysł doszycia ściągacza w pasie i przy nogawkach. Dzięki temu nogawki nie będą podjeżdżać do góry, a ściągacz w pasie osłoni nerki i nie będzie uciskać brzuszka :)

Nawet teraz opcja ze ściągaczem podoba mi się bardziej niż zakładana wcześniej wersja. Jasnoszare ściągacze ożywiają całość. 

O dziwo spodnie wyszły mi całkiem równe (spodziewałam się, że nogawki będą różnej długości lub szerokości) i wyglądają naprawdę fajnie. Jestem z nich bardzo zadowolona i dumna z siebie ;)

Miałam szyć żółtopomarańczowymi nićmi, tak jak są szyte dżinsy, ale odpuściłam, bo na kontrastowych niciach widać by było jak bardzo nierówne są szwy. Jednak po uszyciu nie wyglądają tak źle, więc przy następnych już się odważę.

Nie wszystko jest idealnie co widać na zdjęciach, ale jak na pierwsze podejście jest naprawdę nieźle. Na szaleństwa po domu będą idealne, a i nie będzie mi żal gdy się poplamią, przetrą czy zniszczą w inny sposób (w końcu są recyklingowe ;) ).

Myślę, że jak tylko znajdę czas to uszyję kolejne, też z materiałów z odzysku, bo mam takich sporo. Samo szycie bardzo mi się spodobało, efekt końcowy też, więc zostaje szlifować umiejętności i za jakiś czas odwiedzić sklep z materiałami ;)

Niebawem zaprezentuję spodenki na modelu, byle tylko pogoda dopisała i było dobre światło, no i żeby model chciał współpracować..