To będą pierwsze takie święta


W centrach handlowych pojawiają się już pierwsze oznaki nadchodzących świąt. Co prawda zostało do nich jeszcze ponad miesiąc, ale ozdoby bożonarodzeniowe kuszą na wystawach i skłaniają do refleksji.
Dla każdego z nas w dzieciństwie święta Bożego Narodzenia zaczynały się chyba już na początku grudnia - porządki, porządki i jeszcze raz porządki. Ta atmosfera przygotowań i oczekiwania na Wigilię, zapach pierników i ciast w domu, kalendarz adwentowy, w końcu ubieranie choinki - to chyba jedne z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa.

Do tego jeszcze kupowanie drobiazgów dla każdego i pakowanie ich - to lubię w dalszym ciągu.

Mam wrażenie, że gdy wkraczamy w dorosłość to święta tracą trochę tej swojej magii - nie wiem z czego to wynika, ale oboje z Mężem zgadzamy się w tej kwestii. Może wynika to po części z tego, że odkąd mieszkamy razem to święta spędzamy u Rodziców, więc nasz przygotowania są na mniejszą skalę.

Porządki świąteczne jakieś robiłam, z choinką było różnie - albo mieliśmy malutką, albo tylko stroik - w końcu i tak nas nie było w domu, nieraz aż do Nowego Roku. Co roku piekłam ciastka, pierniczki, z gotowaniem pomagaliśmy Rodzicom już u nich.

Jednak w tym roku chciałabym, żeby wyglądało to inaczej. Przed nami pierwsze Święta Bożego Narodzenia we trójkę. Pierwsze takie, bo zeszłoroczne już były we trójkę, ale jeszcze z Michasiem w moim brzuchu.

Chciałabym, żeby Michaś czuł tą świąteczną atmosferę, miał w domu choinkę i piękne ozdoby. Pewnie jeszcze nie zrozumie o co w tym wszystkim chodzi, ale na pewno wyczuje radosne nastroje bliskich.

Dziecko motywuje do wielu rzeczy, między innymi do bardzo dokładnych porządków. W tym roku porządki przedświąteczne ruszą pełną parą początkiem grudnia. Muszę tylko przygotować listę do tego czasu ;)

Szkoda, że Michaś jeszcze jest za mały na kalendarz adwentowy, ale w przyszłym roku na pewno dostanie taki - mam nadzieję, że  zrobiony przeze mnie :)

W każdym bądź razie święta zapowiadają się ciekawie - Michaś wykazuje duże zainteresowanie szufladami. Ochoczo je otwiera i podnosi się, żeby zajrzeć co jest w środku.



Jeszcze nie potrafi sam usiąść, więc tak się "wozi" na tej szufladzie, więc muszę pilnować, żeby nie przyciął sobie paluszków - szuflada jest ciężka, ale jedzie łatwo więc mogło by boleć..

Akurat w tej szufladzie mam ubrania zapakowane w worek próżniowy, więc nic specjalnie nie da się wyjąć. Ale szeleścić workiem też jest fajnie ;)

Później pomogłam trochę Michałkowi, żeby wygodniej było mu zajrzeć do środka.



Na siedząco już tak nie jeździł na szufladzie, więc i dla paluszków bezpieczniej. Wygląda, że w Boże Narodzenie będziemy musieli wszyscy mieć oczy dookoła głów, bo nasz mały odkrywca gotów coś zmajstrować..