Mama szyje ;)

Na urodziny dostałam maszynę do szycia, wspominałam o tym już wcześniej (klik). A skoro już ją mam, to nadszedł czas wypróbować swoich sił i czegoś się nauczyć.


Pierwsze pół godziny (jak nie dłużej) spędziłam na zakładaniu nici i nawlekaniu igły, nawijaniu szpulki do bębenka.. Wszystko z instrukcją w ręce. Nie jest to takie straszne, jak wydawać by się mogło podczas czytania instrukcji na "sucho".

Pierwszego dnia bawiłam się trochę testując możliwości maszyny i własne. Na kawałkach materiału przeznaczonych do utylizacji sprawdzałam różne ściegi i starałam się nauczyć szyć prosto a nie slalomem ;)

W weekend wykorzystałam obecność Męża w domu i przysiadłam do maszyny już konkretnie. Oczywiście na pierwszy ogień poszły rzeczy mało ambitne, za to dające duże szanse powodzenia.

Przerobiłam sobie poszewki na poduszki. Śpimy z Mężem na gryczanych wałkach, więc wszelkie poszewki na poduszki z kompletów pościeli są dużo za duże. Wykorzystałam w tym celu jedną standardową poszewkę flanelową, wyszły mi z niej akurat dwie poszewki na nasze wałki.

Mam do kompletu poszwę na kołdrę z tej flaneli, będę musiała tylko ją poszerzyć, ponieważ poszwa jest na kołdrę 160 cm a my mamy dwumetrową ;) Plan już mam, teraz tylko Trzeba go zrealizować.

Lubię bardzo na zimę pościel flanelową - jest milutka i ciepła, mam wrażenie, że sama z siebie "grzeje". A że ostatnio zrobił się ze mnie straszny zmarzluch, to taka pościel jest jak marzenie :)

Póki co szycie sprawia mi frajdę, oczywiście jeszcze bardzo wiele muszę się nauczyć, bo szycie prostego szwu nie jest wielkim osiągnięciem ;) Jednak nie wydaje się to być aż tak bardzo skomplikowane.

Trochę flanelki mi zostało z tej poszewki na poduszkę, mam ambitny plan dobrze ją wykorzystać, muszę tylko udać się do pasmanterii. Jak mi coś z tego wyjdzie to na pewno się pochwalę. A póki co pobędę sobie tajemnicza ;)

A żeby było jeszcze bardziej tajemniczo mała zagadka: co znajduję się pod narzutą na łóżku? ;)