Kryzys ósmego miesiąca

Zdecydowanie zaczął się skok rozwojowy - szósty z kolei. Poprzedni przeszedł jakoś niezauważalnie, za to tym razem robi się ciekawie. Opisując skoki rozwojowe, lęk separacyjny umiejscowiłam przy piątym skoku. W naszym wypadku pojawił się on dopiero teraz, za to chyba ze zdwojoną mocą ;)

Najczęściej rano jest jeszcze dobrze - Michałek bawi się, jest uśmiechnięty i spokojny. Jednak po godzinie 11 jest trochę tak jakby ktoś podmieniał mi dziecko ;)

Karmienie piersią wygląda tak - 30 sekund ssania, chwila przerwy na ssanie kciuka, szukanie zabawek, bawienie się kokardką stanika, potem rzucanie się na pierś - ale znowu na 30 sekund i tak w kółko..

Jedzenie stałych posiłków to wielka nuda, więc dla urozmaicenia Misio rozgląda się na wszystkie strony, próbuje jeść klamry z pasów bezpieczeństwa a karmiący rodzić usiłuje trafić łyżeczką do buzi.

Po zjedzeniu przekąski koło 11 zawsze mogłam coś podziałać w domu, Michaś bawił się sam przez jaki czas. Teraz - mogę co najwyżej poodkurzać, pod warunkiem, że jestem blisko Synka, jednak wyjście po odkurzacz okupione jest wielkim płaczem.

Moje wyjście do toalety ma kilka wariantów:
1. robię szybko co muszę w akompaniamencie nie ułatwiającym skupienia się
2. biorę leżaczek stawiam przed otwartymi drzwiami łazienki i robię co trzeba w towarzystwie (Michaś się wtedy świetnie bawi)
3. jest też opcja, że czekam aż Mąż wróci z pracy, ale z niej korzystam tylko gdy wiem, że wróci niebawem ;)

Pozbieranie się na spacer to nie lada wyczyn - ja nie mogę się ubrać spokojnie, bo Michaś płacze, jego nie mogę ubrać, bo płacze jeszcze gorzej.. Ale jak już się jakoś uda nam zebrać to wożenie w wózku odpada, po 5 minutach jest wielki ryk. 

Ostatnio udało nam się wyjść na pół godzinki w chuście - jednak jak zawsze do tej pory Michałek wszystkich wokoło czarował, tak teraz wystarczy, że ktoś do niego zagada i już jest płacz (na szczęście w chuście wtuli się we mnie i szybko się uspokaja).

Na babcie, wujków i ciocie reaguje płaczem, dopiero po dłuższej chwili oswaja się, ale mama musi być w zasięgu wzroku.

Zdecydowanie najlepiej jest gdy mama bądź tata noszą na rękach, a jeszcze lepiej jak jeden rodzic nosi, a drugi jest naprzeciw i zabawia. Z racji tego, że nie jest to możliwe przez cały dzień, zostaje nam zmagać się z powyższymi atrakcjami i liczyć, że szybko miną i będzie lepiej ;)