Karmienie piersią - plusy i minusy

Plusy i minusy karmienia takie czysto "techniczne", pomijam w tym poście to, że karmienie piersią jest najzdrowsze i procentuje później przez całe życie. 

Za nami przeszło 8 miesięcy karmienia piersią. I mam nadzieję, że jeszcze kilka miesięcy przed nami. Po takim czasie mogę powiedzieć, że karmienie jest fajne, ale są rzeczy, które mnie drażnią i sprawiają, że czasem czekam na dzień kiedy karmić przestanę.

Wiadomo, na początku mlecznej drogi problemem są bolące, pogryzione brodawki. Oj, jeszcze pamiętam jak przystawiałam Synka do piersi ze łzami w oczach i bałam się, że za chwilę będę musiała znów karmić.

Wkurzały mnie strasznie wycieki mleka, a w związku z nimi zaplamione bluzki. Jeszcze bardziej jednak irytowały mnie wkładki laktacyjne, które zawsze mnie gryzły (nieważne z jakiej firmy) i zawsze wydawało mi się, że odznaczają się pod ubraniem. I jeszcze nigdy nie trzymały się idealnie na swoim miejscu. na szczęście już ich nie potrzebuję!

Drażni mnie też widoczna różnica w wielkości piersi po karmieniu (Michaś opróżnia na raz tylko jedną pierś, nigdy nie chciał dojadać z drugiej), wygląda to dziwnie.

Irytuje mnie też ubieranie się z myślą "czy dam radę w tym nakarmić?" - kupowanie ubrań pod karmienie piersią też nie jest łatwe. W dodatku akurat najbardziej podobają mi się z reguły takie bluzki, w których karmienie było by co najmniej trudne.

Przy ząbkowaniu zdarzają się bolesne sytuacje - jak na razie Michaś ma dwa ząbki na dole, więc jeszcze mnie nie gryzie, ale gdy wychodziły to zdarzyło się parę razy, że przygryzł mnie samymi dziąsłami - wolę nie myśleć co będzie gdy pojawią się ząbki u góry..

Uważanie na to co jem i piję - szczególnie z początku było ciężko, ilość rzeczy, których nie mogłam jeść, bo Michasia bolał brzuszek/dostawał wysypki była spora. Teraz wielu rzeczy nie mogę jeść ze względu na kamicę żółciową i jakoś przywykłam. Jednak są dni kiedy marzę o tym, żeby zjeść coś "normalnego". 

Brak alkoholu nie jest dla mnie wielkim problemem, choć było kilka okazji, kiedy miałam ochotę wypić lampkę wina. Obawiam się jednak, że po takim czasie abstynencji po jednym kieliszku mogłabym być pijana ;)

Czasem mam dość nocnych karmień. Marzy mi się przespana noc, a po mleku modyfikowanym dzieci z reguły przesypiają noce. Z reguły, co nie daje gwarancji, że nie musiałabym i tak wstawać. Ale tutaj już dochodzę do plusów karmienia.

Odpada mi sterylizowanie na okrągło butelek, smoczków. W nocy wstaję tylko po to by wziąć Michasia z łóżeczka, nie muszę przygotowywać mleka, odgrzewać itd. W dzień te wszystkie czynności oczywiście też odpadają.

Nie kupowałam też sterylizatora ani podgrzewacza do butelek - dwie butelki, które mam do podawania picia mogę wygotować w garnku i po sprawie.

Kolejnym plusem jest ograniczenie liczby rzeczy zabieranych na spacery czy wyjazdy - jedzenie zawsze mam przy sobie.

Niewątpliwą zaletą jest oszczędność finansowa - z tego co czytałam na mm wydaje się około 200 zł miesięcznie, więc łatwo policzyć ile zostało nam pieniążków w kieszeni ;)

Fajna jest bliskość z Synkiem, szczególnie teraz, kiedy widzę jak Michaś świetnie rozumie, że pierś z jedzonkiem ma tylko mama i cieszy się gdy widzi, że podnoszę bluzkę i będę go karmić.

Karmienie piersią też pomaga szybko pozbyć się nadmiarów wagowych po ciąży (u mnie tych przed ciążowych także), można zjeść więcej bez większych obaw czy dopnę się w spodniach.

Ponieważ karmię Michałka głównie na leżąco (oboje lubimy tą pozycję najbardziej) mam kilka razy w ciągu dnia kilka - kilkanaście minut relaksu. Ostatnio raczej kilka, ale zawsze przyjemnie położyć się choć na chwilkę i odpocząć.

Na koniec - po prostu to lubię! I bardzo się cieszę, że karmię Synka piersią.

A to nasz kochany Odkrywca - patrzy co robi Tata,a kwiatek już przeprowadził się na parapet ;)