Czas stanął w miejscu

Nie wiem skąd się wzięło u mnie takie uczucie, ale od jakiegoś czasu mam wrażenie, że czas stoi w miejscu. Aż dziwnie się z tym czuję, bo odkąd urodził się Michaś ciągle wydawało mi się, że pędzi jak szalony, a teraz taka zmiana..

Może to kwestia zorganizowania sobie czasu - pisanie listy rzeczy do zrobienia bardzo mi to ułatwia. Mam prawie wszystko zrobione i jeszcze czas wolny, a nie mam poczucia że dzień się kończy a tu jeszcze tyle do zrobienia.

Inną rzeczą jest to, że Michaś teraz rośnie troszkę wolniej niż do tej pory - od 2 lub 3 miesięcy mieści się w te same ubranka, co jest zdecydowaną odmianą (do tej pory wymienialiśmy ciuszki praktycznie co miesiąc).

Ostatnio prawie całymi dniami Synek grasuje po podłodze - próbuje zajrzeć w każdy kąt i goni kota. Ciągle jeszcze pełza, ale osiąga takie prędkości, że jesteśmy z Mężem pod wrażeniem.

I oczywiście najlepsze zabawki to takie, które nie są zabawkami..



Wczoraj Michaś wchodził do miski (czy też wiadra), dzisiaj dla odmiany nałożył sobie na głowę nocnik (oczywiście czysty) ;)

I mimo, że dzień spędzamy aktywnie, Michałek już o to dba, to dla mnie dni ciągną się w nieskończoność ;) Może też ciemności za oknem o 17 to potęgują..