Zmiana czasu

Od niedzieli mamy czas zimowy. Nie bardzo rozumiem co te zmiany czasu mają wnosić poza tym, że przez kilka dni większość społeczeństwa jest rozbita i gorzej odnajduje się w rzeczywistości ;)

Tym bardziej nie wiem jak mam wytłumaczyć Synkowi, że jedną noc powinien spać godzinę dłużej. Jego zegar biologiczny ustawił się jakiś czas temu na funkcjonowanie od 6 rano do 19 czasu letniego i nie chce się przestawić.

W zasadzie to się przestawił. O godzinę. Tylko nie w tą stronę co trzeba. W związku z tym zaczynamy dzień o godzinie 4 rano. Czasem o 4.20. A Michaś pada o godzinie 17:30, najpóźniej o 18. 

Nie bardzo da się go przetrzymać wieczorem - już o 16.30 robi się zmęczony, jednak nie potrafi usnąć na drzemkę - drzemki i tak ma dwie, jedną około 8 rano (wtedy śpię razem z nim jakieś półtorej godziny), a drugą w okolicach godziny 13. 

Dla naszego Synka zmiana czasu to czysta abstrakcja.


Jedynym plusem całej tej sytuacji jest to, że od 18 Michaś śpi, więc jest jestem z stanie zrobić wiele rzeczy. Odpocząć i znaleźć też chwilę dla siebie.

Dzisiaj mieliśmy kolejne podejście do BLW. Tym razem był to posiłek główny, po południowej drzemce. Mogłabym patrzeć godzinami jak Michałek bada jedzenie, chwyta w rączki i wkłada je do buzi. A wszystko to robi ze 100 procentowym zaangażowaniem i widać jaki jest zadowolony z siebie, jak uda mu się wziąć upatrzony kawałek do rączki.







Oczywiście większość jedzenie na razie ląduje na kolanach Michałka, ale coś tam chyba znalazło się też w brzuszku. Później dałam jeszcze Synkowi trochę zupki, bo był głodny, ale zjadł mniejszą porcję niż zwykle.

Z reguły po pierwszej drzemce Michaś zwiedza naszą sypialnię, choć dziś miał nawet zapędy żeby wyjść do drugiego pokoju. Jednak próg trochę go wyhamował.



Wszystko jest takie ciekawe, że zabawki zeszły na dalszy plan. Każdą napotkaną rzecz trzeba pomacać i oczywiście sprawdzić czy da się wziąć do buzi. Drzwi na szczęście uciekały.