Zimno!

Ostatnie dni nas niestety nie rozpieszczają - zrobiło się zimno, rano 3 stopnie to znacznie poniżej temperatury jaką preferujemy ;) Jednak przynajmniej dzisiaj nie padało, więc trzeba było się pozbierać i wyjść na spacer dotlenić Syna i siebie.

Nie znosiłam zimy od zawsze, głównie za to, że trzeba się grubo ubierać. Sweter jeszcze bym przeżyła, gdyby nie to, że na wierzch jeszcze wypada ubrać kurtkę i można śmiało robić za bałwanka.

Teraz chłodnych dni nie znoszę podwójnie - nie dość, że muszę naubierać siebie, to jeszcze bardziej muszę naubierać Michałka, który siedząc w wózku i nie ruszając się ma w zimniej niż ja.

I teraz jest pytanie natury być albo być ;) Najpierw ubierać siebie, a potem spocić się ubierając dziecko, czy najpierw ubrać Synka ryzykując, że zgrzeje się w czasie gdy ja będę ubierać siebie? 

Najlepiej jest gdy wychodzimy we trójkę, ubieram Synka w czasie gdy ubiera się Mąż, oni wychodzą, a ja szybko ubieram na siebie "resztę" i doganiam ich na dole klatki schodowej.

Michaś raczej też nie przepada za dużą ilością ubrań na sobie, świetnie go rozumiem. Ostatnio też chyba jakoś nie przepada za spacerami - wytrzymuje jakieś pół godziny, a potem jest marudzenie i płacz. Nie wiem w czym problem, ale mam nadzieję, że mu przejdzie. Może to skok rozwojowy..

Dziś Michaś marudzić zaczął po 5 minutach. Skończyło się na odwróceniu spacerówki przodem do kierunku jazdy. Było lepiej, ale po 30 minutach jak zwykle zaczęły się problemy.



Teraz jeszcze dojdzie wyzwanie - zmierzyć się ze zmianą czasu. Dla dorosłych trudno jest się przyzwyczaić, a jak przestawić takiego małego Szkrabika? Przez jakiś czas czeka mnie wstawanie o 5 rano. Byle nie do kolejnej zmiany czasu ;)