Pierwsze koty za płoty

Kiedyś już wspominałam, że chciałabym karmić Michasia metodą BLW (Bobas Lubi Wybór). Chciałabym a boję się ;) Bałam się, że Michałek sobie nie poradzi, zakrztusi się, udławi i w ogóle same czarne scenariusze.

W związku z tym, jak do tej pory Synek je łyżeczką. Kaszki wiadomo, lepiej łyżeczką niż butelką ze smoczkiem (przynajmniej moim zdaniem), a zupki przetarte też łyżeczką. 

Jednak w ostatnim czasie Michaś podczas jedzenia jest strasznie ruchliwy i niespokojny i sprawia wrażenie, że chciałby przejąć kontrolę nad łyżeczką, ale jeszcze nie umie się nią posługiwać.

Więc poczytałam trochę więcej na temat BLW i postanowiłam spróbować :) Co prawda wcześniej Michałek zjadł zupkę ze smakiem, w związku z czym nie był specjalnie głodny, jednak taka forma posiłku wyraźnie go zainteresowała.

Na pierwszy ogień poszły marchewka i ziemniak. Misio na pewno nie zjadł zbyt wiele, ale podobały mu się kolorowe kawałki na talerzu i chętnie wkładał je do buzi. 

O dziwo na podłodze nie wylądował ani kawałeczek - Synek albo odkładał kawałki jedzenia na stolik, albo spadały na krzesełko między nóżkami. Ubranka zostały bardziej poślinione niż upaprane jedzeniem, więc wielkich strat nie było. I jako bonus - mogłam spokojnie zjeść swoją porcję. ;)

Oczywiście parę razy się zdarzyło, że Michałek włożył za głęboko ziemniaczka czy marchewkę, ale bez problemu poradził sobie sam i nawet nie wyglądało to tak strasznie groźnie jak mi się wcześniej wydawało.

Z początku Michaś patrzył na warzywa z pewną konsternacją, ale jak zobaczył, że ja mam takie same i pakuję je do buzi to wiedział już co dalej :)