Pierwsze wrażenia ze stosowania kieszonek Pupusia

Kieszonki od Pupusia sprawiły, że bardzo polubiłam ten typ pieluszek wielorazowych i przekonałam się do nich mimo wcześniejszej lekkiej awersji. Zresztą chyba nie tylko ja, Michaś też raczej zadowolony.

Przede wszystkim wielką wygodą jest to, że rano przygotowuję pieluszki, wkładam do nich wkłady chłonne - używam do nich tych mikrofibrowych i świetnie się sprawdzają - i pieluszki są gotowe do użycia, jak pampersy ;)

W otulaczu jednak trzeba wypełnienie poukładać w trakcie przewijania, tutaj wszystko trzyma się na swoim miejscu i można zmienić pieluszkę szybciutko, co teraz jest bardzo wymagane ;)

Kieszonki są świetnie wykrojone, więc ładnie układają się koło nóżek, otulają szczelnie brzuszek i nóżki, ale nie odgniatają się. Pupa jest w nich całkiem zgrabna. Na razie nie mieliśmy przecieków, to dobrze rokuje ;)

Mikropolarek w środku trzyma wilgoć z dala od pupy. Co prawda Michaś chyba czuje odrobinę mokro, bo chce żeby mu zmienić pieluszkę, ale jak ściągam kieszonkę to pupa jest sucha, polarek też. Może wyczuwa wilgoć jak leży bądź siedzi a w środku wkład jest mokry. To akurat mi wcale nie przeszkadza, a może pomoże w szybkim odpieluchowaniu.

Kieszonki schną szybciutko - najczęściej pranie robię wieczorem i rozwieszam na noc, rano mam suchutkie kieszonki i wkłady mikrofibrowe. Szkoda, że wkłady bambusowe schną dłużej, ale może pomyślę o jakichś prefoldach.. 

Dzisiaj Michaś był pierwszy raz na spacerze w pieluszce wielorazowej. Dało się, więc teraz będziemy tak częściej. 

Na koniec już względy czysto wizualne - pieluszki są po prostu śliczne, miło popatrzeć na pupę w takiej kolorowej pieluszce :) Sam pampers jest mało estetyczny i jakoś wygląda tak "goło", a wzorzyste kieszonki aż żal chować pod ubrankiem. 

Mają rację wszystkie dziewczyny piszące, że pieluchowanie wielorazowe wciąga! Oj wciąga i uzależnia, i chce się więcej i więcej. Ale to fajnie, że można sobie uprzyjemnić tą czynność.

Ach, jest jeszcze jeden plus, już dotyczący ogólnie pieluchowania wielorazowego. Zużyte pieluszki nie śmierdzą w koszu aż tak bardzo jak zużyte pampersy. Co mnie ogromnie cieszy, bo kosz na pampersy omijałam szerokim łukiem, a zużyte wyrzucałam na wydechu ;)

Dołączę też pierwsze wrażenia z sadzania Synka na nocniku - czasem Michaś tylko posiedzi i nic, ale dziś kupkę zrobił do nocnika :) Mam wrażenie, że Michałek w pieluszce się powstrzymuje - a jak posadziłam go na nocnik to nie musiałam wcale czekać. I Synek był wyraźnie zadowolony z takiego obrotu zdarzeń.