Dzień jak co dzień

Tym razem będzie więcej zdjęć niż tekstu. Wena chwilowo mnie opuściła, więc niech mówią zdjęcia. Swoją drogą miałam na początku ambitny plan, by publikować jednego posta dziennie.

Widzę jednak, że czasem łatwiej mi napisać i opublikować trzy posty w ciągu dnia, a potem zrobić sobie kilka dni przerwy - wszystko zależy od tego co się działo u nas, czy mam "natchnienie" albo siły.

Czasem Michaś w ciągu dnia tak mnie wymęczy, że wieczorem jestem w stanie tylko bezmyślnie gapić się w ekran monitora ;) Dziś choć Synek sporo spał w ciągu dnia, to w czasie gdy nie spał wymagał ode mnie dużo uwagi i aktywnego zabawiania. 

To nie był zdecydowanie dzień, kiedy Michaś bawi się sam. Może to wina ząbkowania, a może miał po prostu gorszy dzień. Ale dostrzegłam mały sukces dzisiejszego dnia - Synek nauczył się ładnie zbierać ustami jedzenie z łyżeczki.

Do tej pory otwierał buzie, ale zamykając ją gryzł łyżeczkę dziąsłami zostawiając usta rozchylone. A dziś nagle przestał gryźć łyżeczkę, tylko ładnie zamyka buzię razem z ustami :) Tylko w trakcie karmienia nie skupia się już tylko na jedzeniu, a raczej na wszystkim co jest naokoło.


Jak na razie karmię Synka na leżaczku. Daję radę, ale leżaczek jest trochę niski. Muszę siedzieć na podłodze. Nie przeszkadza mi to specjalnie, jednak nie ma opcji, żebym mogła równocześnie jeść ja. Dlatego pojawił się u nas fotelik do karmienia :) Michałkowi bardzo przypadł do gustu. 


Widać już coraz bardziej ząbka, gdy Michaś się uśmiecha :) Czekamy na kolejne!

Przed południem byliśmy na spacerze w chuście, o czym pisałam w poprzednim poście. Gdy Mąż wrócił z pracy, wybraliśmy się jeszcze raz na spacer, tym razem dłuższy i z wózkiem.

Wspominałam, że ostatnio Synek woli leżeć w wózku na brzuszku. Zresztą nie tylko w wózku, jak ma leżeć gdziekolwiek, to tylko i wyłącznie na brzuszku :) Na pleckach leżał przez pierwsze 5 minut.


Potem stwierdził, że nic nie widać i zaczął obracać się na brzuszek, oczywiście wychodząc przy tym z wózka... Na brzuszku już było lepiej.


Mina od razu się zmieniła. Dobrze, że w budce gondoli jest ukryta siatka, gdyby nie ona i widoki przez nią, pewnie wózek byłby w ogóle w odstawce.


W drodze powrotnej trzeba było już Synka wziąć na ręce, w wózku był płacz i wielkie niezadowolenie. Wychodzi na to, że będzie częściej nosić się w chuście. Przynajmniej do czasu aż przejdziemy na spacerówkę. A tu moje dwa Łobuzy :)


Mamie się nie chlapło zdjęcie tym razem. 

A miało być mniej tekstu ;)