Rozszerzamy dietę

Temat wprowadzania posiłków stałych do diety malucha to temat rzeka. Niejednej mamie spędza sen z powiek, tym bardziej że w różnych opracowaniach znajdują się różne zalecenia (choćby odnośnie kolejności wprowadzania pokarmów czy czasu kiedy można te produkty podawać dziecku). Dodatkowo na przestrzeni lat te zalecenia także się pozmieniały i nasze mamy karmiły nas według innych zaleceń niż teraz my karmimy swoje dzieci.

Wydaje mi się, że sztywne trzymanie się tabelek z zaleceniami co i kiedy podać nie ma sensu. Kwestia jedzenia jest dla każdego człowieka sprawą bardzo indywidualną - i uważam że tak samo jest w przypadku dzieci, mają swoje preferencje i dla każdego dziecka inny wiek będzie tym odpowiednim na rozpoczęcie przygody z jedzeniem.

Planowałam przez pierwsze pół roku życia karmić Michasia wyłącznie piersią. Plan planem, ale życie pokazało co innego. Od jakiegoś czasu nasz Synek bardzo interesował się samą czynnością jedzenia. Zawartość talerza aż tak go nie interesowała, ale pożywienie znikające w ustach rodziców bardzo.

Zauważyłam też, że gdy obserwował nas jak jemy to sam zaczynał poruszać buzią jakby coś żuł. Obserwując Michasia doszłam do wniosku, że to już odpowiedni moment żeby zacząć wprowadzać coś nowego do jego diety.

Pierwsza próba nie była raczej udana (Michałek miał wtedy równo 5 miesięcy) - ugotowałam na parze marchewkę i zmiksowałam ją z odrobiną masła na papkę. Co prawda buzię otwierał dość chętnie, ale wszystko co wylądowało w buzi następnie lądowało na śliniaku. 




Postanowiłam zaczekać jeszcze 2 tygodnie i zrobić kolejne podejście. Tym razem z jabłkiem. Za pierwszym razem Michaś trochę tego jabłka zjadł, ale więcej raczej wypluł. Po dwóch dniach spróbowaliśmy znowu i Michałek zajadał ze smakiem. Karmiąc Michasia chciałam zrobić kilka zdjęć, ale Michaś widząc, że odkładam łyżeczkę i chwytam aparat wyraźnie protestował.


W oczekiwaniu na jabłuszko - "zaraz zjem sobie coś pysznego taką fajną łychą" ;)


W czasie jedzenia Michaś próbował sam łapać za łyżeczkę i wkładać ją sobie do buzi - udawało mu się ją złapać, gorzej było z celowaniem ;)


W efekcie jabłko na nosie i nieomalże w nosie ;) I mina "mamo dawaj mi jeść a nie rób fotek" ;)

Wiem, że zaczynając od słodkich owoców potem może być trudniej z wprowadzeniem warzyw, które są mniej wyraziste w smaku, ale mam nadzieję, że jakoś to będzie. A przyjemnie było patrzeć jak Synek wcina ze smakiem coś nowego. Na wszystko przyjdzie pora, na warzywa też ;)

Zastanawiałam się też nad metodą wprowadzania posiłków - ostatnio modne BLW (Bobas Lubi Wybór) czy klasyczne karmienie łyżeczką. Póki co jednak karmimy się łyżeczką, Michaś jeszcze nie ma odruchu żucia i boję się, że mógłby się zakrztusić kawałkami jedzenia. Ale i na BLW przyjdzie czas, jak Michał będzie troszkę starszy.