Pierwsza podróż z Maluszkiem

Wyjazd na wakacje był pierwszym wyjazdem Michasia, a także Jego pierwszą trasą w aucie. Nie liczę powrotu ze szpitala, bo choć Mąż przywiózł nas do domu autem, to ta podróż trwała dosłownie 3 minuty (na piechotę do szpitala mam 5 minut drogi). Później sprzedaliśmy auto i szukaliśmy dość długo jakiegoś odpowiedniego "dzieciowozu". 

Szczęśliwym trafem na 2 dni przed wyjazdem kupiliśmy auto, zrobiliśmy drobne naprawy, które były potrzebne (autko nie jest nowe) i udało nam się pojechać "o własnych siłach" ;)

Najpierw jechaliśmy do Rodziców Męża, około 75 km, ponad godzinę jazdy. Przez pierwsze 30 minut było fajnie - Michaś bawił się swoimi zabawkami i zapowiadało się pięknie. Ale po 30 minutach zaczął marudzić, a potem rozpłakał się na dobre.. Zrobiliśmy postój, uspokoiliśmy Synka, proponowałam mu jedzenie, ale nie chciał, więc ruszyliśmy dalej. 

Po 10 minutach znowu był wielki płacz, zrobiliśmy kolejny postój, ale Michaś nie dawał się uspokoić. Dopiero jak rozłożyliśmy materac i położyłam się razem z nim, to uspokoił się przy piersi.

Później udało nam się dojechać już bez postojów i bez marudzenia. Żeby było ciekawiej wieźliśmy też kota - zdecydowaliśmy się wziąć go luzem, bo w torbie do przewożenia bardzo się stresuje (miauczy i najczęściej załatwia się pod siebie, a tego chciałam uniknąć). 

To był jednak błąd. Kot w połowie drogi też miał dość, a w trakcie postojów gdy ja uspokajam Michasia, Szymon musiał trzymać kota, żeby nie uciekł ;). Z powrotem jechaliśmy już bez kota - Mąż odwiózł go do domu 2 dni wcześniej i było o wiele łatwiej.

Będąc u Teściów zrobiliśmy kilka 25-minutowych wycieczek autem do Pradziadków. I takie trasy Michaś znosi bez mrugnięcia okiem - albo się bawi, albo gdy jest śpiący po prostu usypia po 3 minutach jazdy.

Poza pierwszym razem Michałek raczej dobrze znosi jeżdżenie autem, co bardzo mnie cieszy, bo teraz gdy mamy auto znowu zaczniemy pewnie co weekend jeździć do Rodziny. 

A tak się prezentuje nasz mały Podróżnik:



Odbiegając od tematu: kocyk w pszczółki okazał się strzałem w dziesiątkę - Michaś potrafi go podziwiać z dużym zainteresowaniem przez dłuższą chwilę ;)