Ostanie dwie noce były straszne. Michaś budził się co dwie, trzy godziny i chciał jeść albo przynajmniej przytulić się i spać ze mną. Efekt tych nocnych zmagań jest taki, że ja w dzień mam oczy na zapałkach, a Michałek jest marudny, bo niewyspany.

Do tego jeszcze doszedł przypuszczalnie ból brzuszka i wczorajszy dzień należał do tych trudnych. Dziś rano też było ciężko, ale w końcu energia naszego Synka się wyczerpała i zaczął odsypiać braki :) Choć, żeby nie było zbyt kolorowo, odsypianie odbywa się tylko na spacerach.

W związku z tym pierwszy, godzinny spacer w południe odbyliśmy we dwójkę, chodziłam po parku aż Michaś się obudził. Później wyszliśmy jeszcze raz, jak zwykle koło 14:30 i poszliśmy po mojego Męża pod jego miejsce pracy. W drodze powrotnej z reguły robimy zakupy i taki spacer też trwa około godzinę.

Jednak Michałek znów zasnął, z tym że dopiero pod firmą Szymona, więc uznaliśmy, że pospacerujemy trochę przed powrotem do domu, żeby go nie budzić (mieszkamy na 3 piętrze, a wózek zostawiamy na dole, więc nie ma szans wziąć Synka na ręce i nie obudzić go). 

Akurat dostałam smsa, że dotarła przesyłka do paczkomatu i stwierdziliśmy że w takim razie podejdziemy ją odebrać. Zrobił się nam z tego prawie 3-godzinny spacer, sześć lub siedem kilometrów :) Michaś przespał prawie 2 godziny, czyli spał dziś dużo, jak rzadko.

A oto cel naszej wyprawy: zamówiony leżaczek-bujaczek :) Zapomniałam tylko, że w komplecie nie ma baterii więc nie testowaliśmy jeszcze wibracji. Michałkowi raczej się podoba. Mi także.



Dostaliśmy jeszcze drugą paczkę, z pieluszkami wielo, ale o tym będzie osobny post :) A jutro czeka nas wyprawa do Cieszyna, w odwiedziny do Cioci i Wujka Michałka. Wracamy w niedzielę i mam tylko cichą nadzieję, że mimo nowego miejsca Misio będzie spał choć trochę lepiej..