Nasze pierwsze rodzinne wakacje

Nasz wyjazd był zdecydowanie udany. My naładowaliśmy akumulatory (przynajmniej ja, Mąż mówi że idzie na urlop - czyli do pracy) a Michaś spędził dwa tygodnie z Dziadkami i na łonie natury.

Pogoda w większości też dopisała, kilka ostatnich dni było deszczowych i chłodniejszych, ale i tak były przejaśnienia więc dało się wyjść na spacer. Przez pierwszy tydzień słonko grzało mocno i dało się poleżakować na trawce.


Piękne widoki na liście orzecha podświetlone słońcem odpowiadały Michałkowi :)


Aparat jest też świetnym poprawiaczem humoru - jak Michaś zaczyna marudzić wystarczy zrobić kilka zdjęć - czarna błyszcząca zabawka świetnie odwraca uwagę. Nasz Synek najwyraźniej też chciałby cyknąć kilka fotek ;) 


W trakcie urlopu udało mi się przeczytać trzy opasłe tomiszcza świetnego kryminału Stiega Larssona "Millenium". Kto nie czytał - polecam, naprawdę warto. I czytanie na świeżym powietrzu to sama przyjemność.


Towarzyszyły nam oczywiście zwierzęta - psy, koty w dużych ilościach ;) Michaś próbował też czmychnąć z materaca na trawkę, musiałam go łapać.


Łóżeczko turystyczne zostało przetestowane przez Michasia.


A najlepiej podziwiało się świat u mamy na rękach :)


Mój Mąż pokazał swoje dwa oblicza ;)



Nasz kot co prawda nie odważył się wyjść z domu ze względu na psy, ale udało mu się zawrzeć parę znajomości ;)


Na koniec zaprzyjaźnił się z rudym Wojtkiem i spali sobie przytuleni. Niestety takiego zdjęcia nie mam, ale jest sam Wojtek o najbardziej pomarańczowym spojrzeniu jakie widziałam ;)