Włosowa katastrofa

Każda przyszła mama wie, że kilka, kilkanaście tygodni po porodzie zaczynają wypadać włosy. Wynika to ze spadku poziomu estrogenu i wypadają te włosy, które powinny wypaść w czasie ciąży oraz te, które mają wypadać właśnie w tym okresie.Wiedziałam i ja :) 

W ciąży cieszyłam się wyjątkowo bujną i lśniąca fryzurką. 3 miesiące po urodzeniu synka zaczęły wypadać mi włosy. Ale wypadało ich po kilka, najwyżej kilkanaście. Stwierdziłam że takie wypadanie to mi się podoba, bo już w swoim życiu widziałam większe „straty” przy czesaniu. Taki stan trwał przez jakieś półtora tygodnia i już myślałam, że tak zostanie. 

Jakże się myliłam! Jak zaczęły się sypać na dobre to zachciało mi się płakać. Przy myciu zapycham prysznic, przy czesaniu wychodzi drugie tyle, poza tym moje włosy są wszędzie i jest ich więcej niż kocich kłaków z naszego liniejącego kota. Ma-sa-kra! 

Udałam się do fryzjera żeby skrócić trochę włosy (raczej ze względu na zniszczone i plączące się końce a nie wypadanie), fryzjerka namawiała mnie żebym obcięła je całkiem krótko, ale nie dałam się przekonać – to co ma wypaść i tak wypadnie, czy długie czy krótkie.. A dłuższe włosy przynajmniej da się spiąć i nie sypać wypadającymi na dziecko...

Wygrzebałam zdjęcie mojej czupryny, albo z samego początku ciąży, albo tuż przed (ich stan ogólny pomińmy milczeniem):



A tak wyglądają moje włosy teraz:



Są dużo krótsze i wyraźnie przerzedzone, ale pocieszam się, że nie jest aż tak źle. Przy ostatnim myciu nie zapchałam już prysznica, co jest wielkim postępem, ale przy czesaniu wypadło tyle co zwykle. Może niedługo to wypadanie zmniejszy się choć trochę. Zdecydowanie wolałam swoje włosy, gdy wyglądały tak jak na pierwszym zdjęciu..