Szkoła rodzenia - warto było czy nie warto?

Na początku ciąży zaczęłam się zastanawiać - zapisać się do szkoły rodzenia czy nie? Zastanawiałam się czy warto wydawać 350 zł (tyle u nas kosztowała szkoła rodzenia), czy lepiej kupić coś dla Maluszka za te pieniądze. Mąż nie namawiał mnie ani nie odradzał - powiedział, że jeśli będę się lepiej czuła po takiej szkole to się zapiszemy, ale zależy to głównie ode mnie.

W końcu zdecydowałam, że się zapiszemy. Wybraliśmy szkołę rodzenia w szpitalu, w którym chciałam urodzić. I wcale tego nie żałuję. Plusów z chodzenia na zajęcia było wiele. Minusów nie dostrzegam, ale to zapewne jest kwestią indywidualną.

Co było takiego fajnego w tych zajęciach? Na pewno mobilizowały do ruszenia się z domu. Ostatnie zajęcia mieliśmy półtora tygodnia przed porodem, więc do samego końca musiałam się zbierać w sobie, ale wyszło mi to na pewno na plus. I choć na dwa ostatnie zajęcia bardzo nie chciało mi się iść i było mi ciężko, to na samych zajęciach byłam zadowolona, że jednak przyszliśmy.

Same zajęcia były prowadzone przez bardzo miłą, młodą położną, więc było sympatycznie i wesoło. Dużo zależy od osoby prowadzącej, ale mieliśmy w tej kwestii szczęście. Na pierwszych zajęciach zwiedzaliśmy szpital - brzmi może zabawnie, ale dla mnie było to ważne. Idąc do szpitala przed porodem, wiedziałam gdzie co jest i czego mogę się spodziewać na izbie przyjęć, na patologii ciąży, porodówce i na oddziale położniczym. Oszczędziło mi to stresu związanego z przebywaniem w nieznanym miejscu. Ciężarne mają różne dziwne lęki ;)

Kolejne zajęcia poświęcone były przebiegowi porodu. Położna tłumaczyła wszystkie możliwe opcje, opowiadała jak postępują w tym konkretnym szpitalu w poszczególnych sytuacjach, co też dawało poczucie, że wiem co mnie czeka i niewiele może mnie zaskoczyć. 

Na następnym spotkaniu omawialiśmy kwestię połogu. Co jest normalne, a co powinno nas niepokoić, a co wymaga wizyty u lekarza w trybie natychmiastowym. Informacje jak pielęgnować ewentualne rany (po cc czy nacięciu), co się zmieni po porodzie. To wszystko dawało poczucie kontroli nad sytuacją.

Kolejne zajęcia dotyczyły karmienia piersią. Jakie są zalety takiego sposobu karmienia dzieci,  jakie pozycje do karmienia są możliwe, które najlepsze na początek. Dzięki tym zajęciom wiedziałam jak sobie radzić z nawałem pokarmu, i z zastojem. Jak lekarz rodzinny zalecił mi masaż piersi na zastój to wiedziałam, że nie dam sobie nic masować, bo może to pogorszyć jeszcze sprawę.

Piąte zajęcia poświęcone były już opiece nad Maluszkiem. Zaczęliśmy od pierwszej pomocy. Te zajęcia przydały mi się już w pierwszej dobie po porodzie - Synek ulewał wodami płodowymi i się zachłysnął. Może by sam wykasłał to co mu wpadło, ale jakoś nie miałam ochoty czekać i sprawdzać. Zareagowałam od razu. Na tym spotkaniu trenowaliśmy też ubieranie niemowląt na lalkach. Było wesoło :)

Szóste i siódme zajęcia dotyczyły także opieki nad dzieckiem. Przewijanie kąpanie (tak, kąpaliśmy lalki), pielęgnacja i wszystko co wiąże się z pieką nad noworodkiem. Na koniec ostatnich, siódmych zajęć oglądaliśmy zdjęcia dzieci tuż po urodzeniu, żeby wiedzieć czego się spodziewać, i żeby Tatusiowie się nie przestraszyli, gdy zobaczą swoje dziecko po raz pierwszy ;)

W moim odczuciu zajęcia dawały wiedzę, która pozwalała mieć wrażenie, że kontroluje się sytuacje. Mnie to bardzo uspokajało, i gdy trafiłam do szpitala przed urodzeniem Michałka nie stresowałam się ani nie bałam. Gdy zaczęłam rodzić też pozostałam opanowana. Na porodówce to już było różnie, ale to temat na osobny wpis, który kiedyś może powstanie. 

Czy polecam szkołę rodzenia? Na pewno tak, szczególnie osobom, które tak jak my, nie miały wcześniej kontaktu z tak maleńkim dzieckiem. U nas w rodzinie my byliśmy praktycznie ostatnimi dziećmi, Michaś jest pierwszym Maluszkiem od wielu wielu lat, więc przewijanie było dla nas czystą abstrakcją. Zajęcia przygotowały nas w części na to co nas czeka i byliśmy spokojniejsi. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że było warto!