Czy to kryzys laktacyjny?

Od samego początku ciąży wiedziałam, że chcę karmić piersią. Z wielu przyczyn. 

Pierwszą i najważniejszą jest to, że mój pokarm jest dla Synka najlepszy i najzdrowszy, buduje Jego odporność i jest doskonale przyswajany. Poza tym karmiąc piersią tworzy się niepowtarzalna więź pomiędzy matką a dzieckiem. 

Kolejnym powodem, dla którego chciałam karmić piersią to wygoda i lenistwo. Nie wyobrażam sobie wstawać w nocy, przygotowywać mieszankę, podgrzewać ją i dopiero karmić. Przypuszczalnie już bym tej nocy nie usnęła. 

Albo w pierwszych tygodniach, gdy jeszcze nie potrafiłam rozpoznać, że Michałek robi się głodny zanim zaczynał płakać. A tak gdy Michaś zapłakał to jedzenie było gotowe i zawsze na czas. Teraz widzę kiedy mój Synek zaczyna się robić głodny, ale i tak pierś jest wygodna, szczególnie na dłuższych spacerach, nie muszę zabierać butelki i wszystkich potrzebnych akcesoriów (typu opakowanie termiczne czy coś w tym stylu) - po prostu szukam ławki w zacisznym miejscu i po sprawie.

Na początku wiadomo, było ciężko. Nie potrafiłam przystawić Synka do piersi, a Michałek nie umiał się dobrze przyssać, i  choć Panie Położne w szpitalu bardzo nam pomogły w tym temacie, to pierwsze dwa tygodnie były bolesne. Nawet poprosiłam Męża by kupił mi osłonki. Użyłam ich dokładnie dwa razy. Strasznie mnie irytowały - przyklejały się do piersi, co mnie drażniło. Ale Michaś jakby zaskoczył, że musi wziąć pierś głębiej do buzi, i gdy wkurzona odrzuciłam osłonkę On się pięknie przyssał. 

Od tego momentu karmienie jest wielką przyjemnością dla nas obojga. Zdarzył się jeden zastój pokarmu, który zbiegł się z przeziębieniem - dostałam 39 stopni gorączki i byłam totalnie nie przytomna, wiem że jeden dzień leżałam w łóżku z Michałkiem i tylko zmieniałam mu pieluszki i karmiłam. On jakoś grzecznie leżał koło mnie, jakby czuł że mama źle się czuje. Na drugi dzień już Mąż wziął wolne w pracy i dawał mi tylko Synka na karmienie, a ja mogłam odespać choróbsko.

Ale miało być o kryzysie laktacyjnym. Jakieś półtora tygodnia temu nadszedł dzień, w którym Michaś chciał jeść co godzinę. Albo nawet częściej. Zaczęłam się martwić, że mam za mało pokarmu, że Synek się nie najada. Taki stan trwał 3 dni. Zaczęłam pić herbatkę na laktację i karmiłam Michasia tak często jak tylko chciał. Oczywiście w związku z tym spędziłam te 3 dni w łóżku karmiąc, ale nie chciałam podawać mu mm. 

Patrząc na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że to nie był do końca kryzys laktacyjny ( znalazłam informację, że nie zdarza się on aż tak często). Michaś jadł często, odrywał się od piersi, ale po zjedzeniu nie płakał, ani nie sprawiał wrażenia ciągle głodnego. Tylko za niedługo chciał jeść znów.

Wydaje mi się, że wynikało to z dwóch czynników. Po pierwsze, dzieci instynktownie w ten sposób pobudzają laktację, gdy zaczynają potrzebować więcej pokarmu. Po drugie, w tym wieku dzieci bardzo interesują się otoczeniem, a jedzenie to nuda - stąd odrywanie się od piersi, by popatrzeć co jest na około. Na to znalazłam sposób - ponieważ najczęściej karmię na leżąco (bo oboje tak lubimy najbardziej), to karmiłam Michasia podparta na łokciu, tak by mógł patrzeć pod moją pachą na to co jest za mną. Wytrzymać tak kilkanaście minut to nie problem, a przynajmniej Synek jadł spokojniej, troszkę dłużej, więc i dłuższe robiły się przerwy między karmieniami.

Co do samego kryzysu laktacyjnego, gdyby taki kiedyś jednak się zdarzył, to wyszukałam informacje, że należy jak najczęściej przystawiać dziecko do piersi, by ssąc rozbudziło na nowo laktację. I w miarę możliwości nie podawać mm. Mleko modyfikowane jest bardziej sycące i przez kilka godzin Maluszek nie będzie chciał jeść. A to nie pomoże odzyskać laktacji. Chyba, że zacznie spadać waga dziecka, to wtedy trzeba się poratować mieszanką. Tylko szczerze mówiąc, jakoś nie uśmiecha mi się biegać co tydzień do przychodni, by kontrolować wagę mojego Syna. Ważę go tylko przy okazji szczepień (nie mam odpowiedniej wagi, by ważyć go w domu), i póki wszystko jest ok to pewnie tak pozostanie.