Były Chrzciny..

W minioną niedzielę, 20 lipca, odbył się Chrzest Święty Michałka. Jak to u nas wyglądało?

Zacznę od spotkania rodziców i chrzestnych z księdzem, które odbyło się dzień wcześniej. Spotkanie miało charakter informacyjny. Ksiądz opowiedział jakie są obowiązki rodziców chrzestnych i jak będzie przebiegać msza i sam chrzest.

Michasia chrzciliśmy w Katedrze pw. św. Piotra i Pawła w Gliwicach, w tej samej w której braliśmy ślub, więc odpadło nam załatwianie kilku formalności. Chrzty w tym kościele odbywają się raz w miesiącu, w trakcie mszy o godzinie 12.

Niestety Michaś akurat miał gorszy dzień, do tego nie lubi dźwięku organ kościelnych, w efekcie przez większość mszy miał minę w podkówkę, a w trakcie samego sakramentu płakał, a mnie chciało się płakać razem z nim. Zdecydowanie to była najdłuższa msza w moim życiu.

Jedno wiem na pewno - jeśli będziemy mieli kolejnego maluszka, to na pewno nie będziemy organizować chrzcin w lecie. Potworny upał na zewnątrz, w kościele zaduch i gorąc dodatkowo drażniły naszego Synka. Upały to kolejna rzecz za którą Michaś nie przepada. W efekcie rozbieraliśmy Michałka w trakcie mszy, bo był zgrzany do granic możliwości.

Później miało być lepiej - szliśmy do restauracji na obiad. W restauracji, którą wybraliśmy był zaciszny pokój do karmienia i miałam nadzieję, że Michaś zje i zaśnie, ale nadmiar wrażeń, gorąco, obce miejsce i zmęczenie nie pozwalały mu usnąć. Marudził, nie dawał się uspokoić, aż w końcu wpadłam na pomysł, żeby wyjść z nim przed restaurację. Tam padł w wózku jak tylko przeszłam 20 kroków.

Powrót do restauracji go nie ruszył, spał jakieś 40 minut mimo naszych rozmów i śmiechów i ogólnie dość głośnej atmosfery. Jak się obudził to jakbyśmy mieli inne dziecko :) Grzeczny, uśmiechnięty, sam się ładnie bawił w wózku.

Koniec końców dzień wspominam miło, choć do łatwych nie należał. Szczególnie dla Michałka, który wyjątkowo tego dnia poszedł spać o godzinie 18 i spał aż do 7 rano dnia następnego (oczywiście były 3 karmienia, ale zaraz po zjedzeniu usypiał).

Poniżej krótka fotorelacja z tego dnia:


Na tym zdjęciu z Chrzestną. A Michałek płacze...


Albo ma minę w podkówkę.


Próby uspokojenia nie pomagały, Syn uspokajał się tylko na zewnątrz, a ciężko było wyjść w trakcie sakramentu ;)



Niemniej jednak udało się. Mamy teraz Małego Chrześcijanina :)


Rodzinnie :)


Wymęczony i zestresowany Michaś już po mszy..


Nareszcie w domu. I uśmiech od razu powrócił na buźkę :)