Brzuszkowe wspomnienia

Postanowiłam spisać swoje wspomnienia z okresu ciąży - teraz jeszcze pamiętam prawie wszystko, ale już widzę że niektóre rzeczy zacierają się w pamięci, więc to ostatni dzwonek na spisanie wspomnień :).

W ciążę zaszłam w okolicach naszej pierwszej rocznicy ślubu, czyli dokładnie rok później niż planowaliśmy ;). To było w okolicach 9 czerwca. W zasadzie po roku bezowocnych starań stwierdziłam, że co ma być to będzie i odpuszczam totalną abstynencję (wcześniej nie piłam alkoholu, bo "może już jestem w ciąży") i zaczęłam się odchudzać.

Tymczasem udało mi się wypić aż 2 kieliszki wina z koleżanką i zrzucić dwa kilogramy. Miesiączkę dostawałam zawsze jak w zegarku, nieomalże co do godziny, więc gdy nie pojawiła się planowanego dnia, już następnego zrobiłam test - wyszły dwie kreseczki, jedna bardzo dobrze widoczna, a druga bardzo bladziutka. Ale były dwie!

Odczekałam z wielką niecierpliwością dwa tygodnie i pognałam do lekarza. Potwierdziły się moje przypuszczenia i nadzieje - byłam w ciąży :). Poszliśmy razem z Mężem, z początku czekał w poczekalni, ale gdy na monitorze zobaczyłam bijące serduszko poprosiłam lekarkę, by go zawołała, żeby mógł też zobaczyć nasze Maleństwo.

Pierwszy trymestr minął mi pod znakiem porannych nudności. Tyle, że u mnie trwały one dokładnie od rana do wieczora i skutecznie utrudniały życie. Nie pomagało nic, ani migdały, ani imbir (od jego zapachu mdliło mnie jeszcze bardziej), ani zjadanie śniadania czy przekąski w łóżku, przed wstaniem.. Wypróbowałam chyba wszystkie sposoby i ulgę przynosiła niestety tylko coca-cola. Oczywiście starałam się pić jej jak najmniej, ale będąc w pracy czasem musiałam napić się łyka, żeby nie zwymiotować na klienta ;) I tak gdy przychodził jakiś bardziej "aromatyczny" to uciekałam na zaplecze..

Mdłości trzymały mnie wyjątkowo długo - aż do 16 tygodnia. Poza tym zdarzyło mi się kilka razy wymiotować, najczęściej wieczorem po myciu zębów ;). I mogłam spać całą dobę bez przerwy. Po śniadaniu nieraz musiałam się położyć i dospać, bo oczy mi się same zamykały.

Ponadto dopadło mnie osłabienie - mieliśmy zaplanowany wypad w Bieszczady w sierpniu, to był 3 miesiąc ciąży. Udało nam się zdobyć tylko jeden szczyt - Połoninę Caryńską. Ale gdy drugiego dnia próbowaliśmy wejść na inne wzniesienie już nie dałam rady - co pięć kroków sapałam jak miech kowalski a serce chciało wyskoczyć z piersi. Mimo, że podejście było dość łagodne, musieliśmy odpuścić.

W drugim trymestrze czułam się już nieco lepiej, choć nadmiaru energii nie zaobserwowałam. Szybciej się męczyłam, w nocy budził ból bioder - na to wybawieniem okazała się poducha w kształcie litery C. Poza tym nie miałam innych dolegliwości. Jedynie po pracy bolał mnie brzuch, ale gdy tylko dostałam l-4 to problem minął. Lekarka stwierdziła, że organizm upomniał się w ten sposób o więcej odpoczynku.

Na początku trzeciego trymestru, po przedświątecznym zakupowym szaleństwie zaczęły boleć mnie pachwiny. Brzuszek był już wtedy dość pokaźny i musiałam trochę zwolnić tempo chodzenia, wstawania z krzesła itp. Zaczęło mi się trudniej oddychać, ale o dziwo na nasze wysokie 3 piętro wchodziłam bez zatrzymywania się do samego końca. 

Pod koniec 7 miesiąca zaczęły puchnąć mi ręce, nogi, miałam też opuchniętą buzię - na szczęście ciśnienie miałam niskie, więc nie było podejrzenia zatrucia ciążowego. Najwięcej przytyłam między 20 a 30 tygodniem ciąży.

Pierwsze ruchy Synka poczułam w okolicach 20 tygodnia. Na początku to było dziwne uczucie, ale z czasem, gdy stały się wyraźniejsze i mocniejsze polubiłam je i czekałam, kiedy Michaś kopnie mnie znowu. Najczęściej fikał akurat wtedy kiedy ja chciałam zasnąć ;)

Bardzo cieszyłam się ciążą i oczekiwaniem na naszego Syna, jednak nie tęsknię (przynajmniej na razie) za okresem, kiedy nie widziałam własnych stóp. Pod koniec ciąży zaczynało mnie drażnić to, że ciężko było się schylić aby ubrać buty - nie raz i nie dwa w tym temacie pomagał mi Mąż. Potrafiłam zasapać się przy dłuższej wypowiedzi ;)

Fajne było kompletowanie wyprawki - choć z początku czułam się zagubiona w temacie tych wszystkich ubranek, przewijaków, rzeczy, które mieć trzeba. Ale zgłębianie tematu i zakupowy szał to była wielka frajda :)

Może to nie było łatwe 9 miesięcy, ale bardzo miło wspominam ten okres mojego życia (pod względem emocjonalnym) - wiele się zmieniło w tym czasie, szczególnie w moim sposobie myślenia, jeśli wcześniej byłam trochę egoistyczna, to teraz ten egoizm w pewien sposób przelałam na Syna i chcę dla niego wszystkiego co najlepsze..

Podsumowując: ciąża - każdemu (a raczej każdej) polecam! Tym bardziej, że na jej koniec dostaje się najcudowniejszy prezent - Dziecko.