Idzie wiosna, idą zmiany!

Do kalndarzowej wiosny wciąż kilka dni, ale jest już ciepło i przede wszystkim słonecznie! Dla nas ta wiosna niesie duże zmiany - Michałek został prawie oficjalnie przedszkolakiem! (Jeszcze tylko ktoś tam "u góry" musi to zatwierdzić i przesłać nam plik dokumentów do wypełnienia, ale to w zasadzie formalność).

Z dumą mogę powiedzieć, że Michaś pobiegł w podskokach już pierwszego dnia na zajęcia i do przedszkola zbiera się chętnie, więc ominęły  nas (mam nadzieję) płacze i inne atrakcje związane z zostawaniem w przedszkolu bez rodziców, a bardzo się tego obawiałam. Ba! Nawet po 3 dniach nasz Syn zażyczył sobie kołderkę i podusię, bo chce spać z dziećmi ;) (Z początku odbieraliśmy go po obiedzie).

A co robi szyjąca matka, której pociecha rozpocz siada do maszyny i szyje ;) Kołderkę i poduszkę uszyłam na szybko w jeden dzień, nawet nie załapały się na pamiątkowe zdjęcie ;) Poszyłam też trochę nowych spodni, bo coraz więcej "wody w piwnicy" mieliśmy ;) i kilka nowych bluzek, na razie z długim rękawkiem.

Co prawda w naszym przedszkolu obowiązują mundurki, ale jeszcze nie mamy swojego, więc korzystam póki mogę i stroję Michałka na tyle, na ile da się stroić chłopca (tak żeby czuł się komfortowo i swobodnie).

Na pierwszy ogień pokażę ostatni zestawik, który zaliczył już chrzest bojowy w postaci kontaktu z barszczem ukraińskim ;)

Mam nadzieję, że bluzka się dopierze, bo plamki są niewielkie ;) Longsleeva uszyłam z cienkiej dresówki pętelkowej, spodnie to też pętelka.Ponieważ szyłam na szybko, to nie ukrywałam szwu na karku, ale jednak powinnam to robić ;) Wykrój pochodzi z Ottobre, w oryginale rękawe ma długość 3/4, ale przedłużyłam go do pełnej długości.

Dół i rękawy podwinięte i przeszyte moim ulubionym ściegiem ozdobnym. Używam czasem innych, ale ten podoba mi się najbardziej.

Spodnie też z Ottobre, tylko zwęziłam dość mocno nogawki (w oryginale nad ściągaczem robią się takie"bombki" z nogawek, za którymi nie przepadam)

W bocznych szwach obowiązkowy element - kieszenie. Ostatnio moje dziecko mnie uświadomiło, że nawet piżama powinna mieć kieszenie ;) Także szyję spodnie wyłącznie z kieszeniami.

I na sam koniec kiepskie zdjęcie na modelu, chwilę przed wyjściem z domu. Później już nie nadawał się do fotografowania ;)

A wasze pociechy poszły chętnie do przedszkola/żłobka czy płakały z początku przy rozstaniach? Może to mit z tym płaczem? ;)

Zbieranina

Dziś na tapetę wędrują zeszłoroczne uszytki, którym udało się załapać na fotki. Od razu zaznaczam - większość zdjęć robiona telefonem, ale szans na lepsze raczej nie ma. Zdecydowanie nie są to wszystkie rzeczy, które udało mi się w tamtym roku uszyć, ale nie mam zdjęć, a i pewnie o czym po prostu zapomniałam.

Zacznę od delfinkowego zestwu czapka+chustka dla Mateuszka. Czapkę Synek miał na sobie parę razy, a chusteczka nawet nie doczekała się napek i przeleżała jesień w stosiku rzeczy "do skończenia". Potem od razu powędrowała do rzeczy za małych ;)

Drugi zestaw uszyłam dla bratanicy - biała czapeczka z supełkami ichusteczka po jednej stronie biała, po drugiej wykorzystałam łapacza snów :)

Zaraz po urodzeniu Mateuszka uszyłam dla niego dwie pary półśpiochów, nawet udało mi się znaleźć zdjęcie na modelu ;)

I z maciupkich rzeczy uszyłam jeszcze body 56 i półśpioszki w rozmiarze 62, a także dwie bluzy romiar 62.

Uszyłam też kurtkę jesienną dla Michałka. Jednak ona okazała się wtopą - niby rozmiar dobry, ale wyszła przykrótka (przynajmniej ja wolę trozkę dłuższe), rękawy z kolei skracałam bo były za długie, a całość podoba mi się tak sobie. Nie jestem zadowolona z tego jak wszyłam zamek i jeszcze kilka innych rzeczy mnie irytuje. Podoba mi się w zasadzie tylko podszewka :P Też pierwszy raz szyłam z pikówki i chyba nie jest to mój ulubiony materiał. Michałek miał ją ze dwa razy na sobie i odłożyłam ją.

Uszyłam też bluzkę do karmienia dla siebie, ale jej poświęcę osobny wpis, jak już zrobię zdjęcia ;) Powinnam teraz mieć nieco więcej czasu, więc mam nadzieję nadrobić blogowe zaległości :)

Delfinki

Wygrzebałam w czeluściach mojego komputera zdjęcia ubranek uszytych jeszcze w zeszłym roku. Najpierw nie pokazywałam, bo były prezentem, potem pokazywałam co innego, aż w końcu zapomniałam o nich aż do dzisiaj ;)

Przypadkiem się złożyło, że  w dzień kobiet pokaże ubranka dla kobiety - co prawda bardzo malutkiej, ale jednak kobiety. Komplecik powstał dla mojej Bratanicy, chyba we wrześniu albo w październiku.

Na bluzeczkę wykorzystałam kupiony w wakacje jersey w delfinki. Co prawda zamówiłam go z myślą o piżamce dla Michała, ale jakoś na żywo uznałam, że bardziej pasuje na dziewczęce ubranka. 

Wykrój pochodzi oczywiście z Ottobre, rozmiar - takie duże 62. To tak naprawdę moja pierwsza typowo "dziewczynkowa" bluzeczka i z efektu byłam naprwdę zadowolona. Pewnie gdybym dziś wzięła to ubranko do ręki, to bym się czegoś dopatrzyła do poprawki, ale zdjęcia mi się podobają ;)

Najwięcej problemu sprawiły mi rękawki i z nich jestem najmniej zadowolona. W mankieciku ukryta jest gumka i za skarby świata nie chciało mi to wyjść tak jak na zjęciu w gazecie. Koniec końców olałam instrukcje szycia i zrobiłam to tak jak mi się wydawało i dałam im spokój.

Dekolt wykończyłam lamówką z tego samego materiału co całość. było trochę zabawy z troczkami, ale tu jestem zadowolona z efektu.

Ten panel na przodzie z rozcięciem jest z dwóch elementów, ale udało mi się spasować wzór tak, żeby delfin nie stracił nosa ;) I moje pierwsze marszczenie, które wyszło całkiem nieźle.

Dół podłożyłam podwójną igłą. Do kompletu powstały najprostsze białe półśpiochy, o których można powiedzieć tyle, że mają stopki i gumkę w pasie ;)

A tak się prezentuje całość:

Mam jeszcze sporo zeszłorocznych uszytków do pokazania, ale ponieważ część z nich nie ma sensownych zdjęć to chyba zrobię na nie zbiorczy post. Będzie marcowe podsumowanie ubiegłego roku ;)

"Męskie" szycie dla małego chłopca.

Choć może ten Chłopiec wcale nie jest już taki mały? Dla mnie pewnie zawsze będzie moim małym Synkiem ;) Ale nie będzie tu dziś rozważań na temat kiedy dziecko przestaje być małym. Nie będzie też zdjęć na modelu ze względu na prezentowaną część garderoby - bo dziś będę pokazywać bokserki dla 3-latka.

Pożegnać się z pieluchą próbowaliśmy kilka razy, każde podejście jednak kończyło się wielką klapą, łazienka była przerażająca, a nocnik parzył, bądź gryzł w pupę ;) Jednak zaraz po Nowym Roku coś się zmieniło i Michałek po prostu zaskoczył o co w tym chodzi. Teraz, z nieukrywaną dumą, mogę się pochwalić że korzystamy niemal wyłącznie z ubikacji, a nocnik to tylko taki "sprzęt awaryjny", gdyby do toalety było za daleko ;)

A skoro Dziecię nie korzysta z pieluszek to korzysta z majtek. A matka ma podwójną radochę - bo dziecko odpieluchowane i ma świetny sposób na wykorzystanie resztek materiałów ;)

Jak na razie uszyłam 5 par - jedne nie załapały się na sesję zdjęciową, zapewne były w użyciu lub praniu. Następne pewnie będę już szyć w większym rozmiarze, bo na dzień dzisiejszy mamy wystarczającą ilość majtasów ;)

Wykrój z Ottobre dla dzieci, chyba ostatni numer z zeszłego roku. Początkowo wahałam się czy 3-elementowy tył będzie wygodny, ale Michał najchętniej wybiera bokserki szyste przeze mnie (w kupnych mamy tył z całości) więc chyba mu wygodnie.

Jak widać niektóre retszki były zupełnie małe - koparek ledwo starczyło na część przodu, arbuzów też nie starczyło na całość. Ale właśnie te łączone bokserki podobają mi się najbardziej :)

Jeszcze jedna rzecz mnie bardzo miło zaskoczyła - szycie tych bokserek zajmuje naprawdę kilka chwil i jest tak odprężająco łatwe, że to moja nowa, ulubiona forma relaksu ;)

Będzie mi bardzo miło jeśli w komentarzu dacie znać, które z nich najbardziej się Wam podobają, albo jakie macie inne sposoby na wykorzystanie skrawków materiałów :)

Cieplutka bluza dla miłośnika samochodów

Po krótkiej przerwie w blogowaniu wracam. Nie mam już nadziei, że teraz się zmobilizuję i będę dodawać posty systematycznie, widać na razie tak musi zostać jak jest ;) W międzyczasie zaliczyliśmy solidny grupowy katar, przeziębienie i szczepienie, więc w pewnym sensie czuję się usprawiedliwiona.

Ostatnio brak mi czasu na szycie - w ciągu dnia chłopcy z reguły śpią na zmianę, a wieczorem notorycznie zasypiam z Michałkiem, a nawet jeśli już uda mi się wstać to nie nadaję się zbytnio do prac wymagających skupienia ;) Muszę jednak jakoś się zmobilizować, bo plany szyciowe mam spore i to muszę zdążyć pzynajmniej z częścią do świąt.

A dziś pokazuję grubaśną, ciepłą bluzę na wielkie mrozy (a także jak się okazało na przeziębienie), albo, jeśli Misio nie wyrośnie, może posłuży jako kurteczka na wiosenne dni. 

Uszyłam ją z drapanej, pikowanej dresówki i "wstrętnego" minky w autka. O ile drapana dresówka szyje się całkiem sympatycznie to minky... No cóż, zdecydowanie nie polubiłam tego materiału, w szczególności szyć. Bo efekt końcowy jest taki, że pewnie znów coś z niego uszyję, bo został spory kawałek ;)

Zresztą jest to najmilsze minky jakie w życiu miałam w rękach - cudownie miękkie, ciepłe, ąz chce się człowiek nim owinąć. Do tego cieniutkie i lejące - i obrzydliwie rozciągliwe i nieokiełznane w trakcie szycia. Ale dość narzekania!

To minky kupiłam trochę przez przypadek - szukałam fajnego polaru, żeby uszyć Michałkowi polarową bluzę. Na allegro trafiłam na aukcje z tymi autkami, oczami wyobraźni zobaczyłam polarek uszyty z nich i kliknęłam kup teraz. Potem zauważyłam, że w tytule aukcji oprócz słowa "polar" jest też "minky" ;) I tak stałam się szczęśliwą posiadaczką metra tego materiału.

Wykrój pochodzi z zeszłorocznej Burdy dla dzieci - w oryginale to była bluza z kapturem wkładana przez głowę. Trochę modyfikacji i wyszła bluzo-kurtka. W pierwszym zamyśle miała to być dwustronna bluza zapinana na zamek, jednak uznałam że szybciej osiwieję niż wszyję zamek w to minky. Myślałam o guzikach, ale wtedy nie była by dwustronna, więc postawiłam na napy.

Wszycie plisy na napki i tak było sporym wyzwaniem, tym bardziej, że robiłam to z pomocą Michałka. Nie obyło się rzecz jasna bez prucia.

Kieszenie z wypustką szyłam drugi raz. na worki kieszeniowe wzięlam minky, które rzecz jasna wyłazi i chce być widoczne ;) Ale nie przeszkadza mi to jakoś specjalnie, a włożyć ręce w takie kieszonki to sama przyjemność.

Rękawy ze ściągaczami. Lubię takie rozwiązanie, rękaw trzyma się na swoim miejscu, nawet jeśli jest ciut dłuższy i mniej się brudzi ;)

Przyznaję, że góry bałam się najbardziej. Ale nawet jakoś udało się.

I teraz to, co podoba mi się najbardziej ;) Milusi minkowy środek. 

Jak wspominałam, bluza jest dwustronna. Tak prezentuję się po przewróceniu.

Z efektu końcowego jestem naprawdę zadowolona. Może kiedyś odważę się uszyć taką z zamkiem, bo była by jeszcze fajniejsza. Ewentualnie w wersji jednostronnej do rękawów wszyłabym coś cieńczego zamiast minky. Jedyny plu szycia z minky - nie ma opcji aby był widoczny ścieg kryty, którym zszywa się otwór po przewracaniu na prawą stronę uszytej rzeczy ;)

Pytanie za sto punktów: któsra strona jest łądniejsza? Ja ciągle nie mogę się zdecydować ;) Michałek w czasie przeziębienia chętnie ją ubierał i wygrzewał się, spodobała mu się zresztą jeszcze w czasie szycia i chciał ją ubierać. I doczekałam się w końcu dnia, w którym Misio spytany skąd ma bluzkę/spodnie/coś innego z dumą mówi "mama uszyłą!" :)

70 centymetrów radochy!

Szczęścia nie można kupić bez dwóch zdań. Na szczęście dzieci potrafią się cieszyć z drobiazgów i można sprawić im wiele radości kupując np. 70 centymetrów materiału ;)

Oczywiście nie może to być byle jaki materiał. Nie wiem co ucieszy dziewczynki, bo nie mam córki, ale wiem co ucieszy chłopców. Szczególnie mojego większego urwisa. Robiąc ostatnio zamówienie udało mi się trafić na piękny materiał w koparki i monster tracki, czyli dokładnie to co Michałek ostatnio uwielbia. 

Jest to dresówka pętelka z niewielkim dodatkiem elastanu, wzór od razu zachwycił Michałka.

Jest to dresówka pętelka z niewielkim dodatkiem elastanu, wzór od razu zachwycił Michałka.

Michaś uwielbia otwierać razem ze mną wszelkie paczki, szczególnie lubi te z materiałąmi. Zawsze coś mi porwie i nie chce oddać i mamy zawsze trochę zabawy. Jak tylko zobaczył ten materiał, to zabrał go do siebie do łóżka i zaczął się do niego przytulać ;)

Nowe materiały zawsze dekatyzuję od razu po zakupie, więc zapakowałam je do pralki, a Michałkowi powiedziałam, że jak koparki się wypiorą to mu coś z nich uszyję. Misio przyjął to do wiadomości i jak tylko pralka wyprała to pobiegł wyciągać z niej pranie, a jak natrafił na swoje koparki to wziął je w rączki i powiedział "możemy szyć" i chciał biec do maszyny do szycia ;) Mama nie mówiła nic o suszeniu ani wycinaniu ;)

No i w końcu Michaś doczekał się swoich koparek. Z tych 70 centymetrów powstały dwie bluzy i spodnie, i zostało jeszcze trochę ścinków, które doskonale nadadzą sie na aplikacje, kieszenie i tym podobne. Każdy skrawek z koparką trzeba wykorzystać!

Do uszycia bluz zużyłam zapasy granatowej dresówki, więc w dalszym ciągu udaje mi się trzmać założenia 1 nowy materiał, jeden z zapasów ;) W tej bluzie koparki są tylko na przodzie, reszta jest granatowa.

Do ukrycia szwów na karku zużyłam resztkę niebieskiej dzianiny.

Druga bluza to odwrotność pierwszej. Przód i tył granatowe, a rękawy w koparki. Szew na karku ukryty tak samo.

Rękawy i dół udało mi się podłożyć z użyciem podwójnej igły. Muszę zamówić sobie podwójne igły do dzianin, bo w pasmanterii niby są, ale coś mi się zdaje, że one są uniwersalne.

Na koniec zostały spodenki. Ostatnio to mój ulubiony wykrój - baggy już mi się przejadły, poza tym Michałek bardziej podoba mi się w spodniach, które krok mają w kroku ;)

Kieszonki, pas wewnątrz i mankiety są w musztardowym kolorze, prawie identycznym jak koparki. Udawany rozporek wychodzi mi coraz lepiej :)

Tak patrzę na te spodnie i nie mogę uwierzyć, że mój mały Synek jest już taki wysoki i nosi taki duże ubranka. Też tak macie?

Słowo się rzekło - kobyłka u płotu

Miał być jeden ciuszek z nowej dzianiny i jeden z zapasów, więc są ;) Dwie bluzy z nowego numeru Ottobre z lekko obniżoną linią ramion.

Bluza sama w sobie jest zupełnie prościutka, dlatego wybrałam wzorzyste dzianiny. Moro to nowy zakup, a żółte nietoperze na czarnym tle to resztka, którą udało mi się zużyć. 

Bluzy udało mi się uszyć w zeszłym tygodniu, w większości szyłam z kontrolerem jakości (czyli Michałkiem) na kolanach. Misio był w siódmym niebie, bo miał bardzo odpowiedzialne zadanie - wyciągał szpilki z materiału przed nożem w overlocku i odkładał do pudełeczka. Wiem, może brzmieć to groźnie - nóż, szpilki i dwulatek, ale wszystko się działo powoli i pod moim czujnym okiem ;) Mateusz w tym czasie ucinał sobie drzemki i wszyscy byli zadowoleni.

Rękawy zakończone są plisami a la ściągacze z tej samej dzianiny. Przy szyi lamówka ze ściągacza. Szyło się dość ciężko, nie obyło się bez prucia, ale wygląda fajnie i w środku nie ma widocznych szwów. 

Dół podwinięty na dwa razy. Próbowałam zaprzyjaźnić się z podwójną igłą, na poprzedniej maszynie jakoś nam wychodziło, tym razem jednak igła zaczęła stroić fochy ;) W końcu jakoś poplątały się nitki z góry i zerwały. Jak opanowałam nici, to igła odmówiła współpracy - jedna ładnie szyła, ale druga więcej przepuszczałą niż szyła. Po wnikliwej obserwacji okazało się, że jedna z igieł jest lekko skrzywiona, więc trafiła do kosza. A że to była moja ostatnia podwójna igła, to dalej musiałam sobie radzić bez niej.

Druga, resztkowa bluza w nietoperze przy szyi ma lamówkę z tej samej dzianiny. Dół udało mi się jeszcze podłożyć z użyciem podwójnej igły i nawet trzymałam się brzegu materiału ;)

Z tej lamówki przy szyi jestem bardzo zadowolona, udało mi się ją równiutko i estetycznie wszyć. Gorzej poszło ze robieniem zdjęcia - czarny materiał łądnie odbija się od  białego tła, ale trudno sfotografować szczegóły, szczególnie przy nie najlepszym oświetleniu.

I rzut oka na lewą stronę ;) Podówjna igła szła po brzegu materiału, więc nic się nie będzie strzępić.

Zdjęć na Michałku na razie nie mam, mam lekkie obawy, że bluzy będą troszkę za duże na Michałka, choć też szyłam rozmiar 98. Póki co model zasmakrany i mało chętny do współpracy. Sezon na choróbska zaczęliśmy dość wcześnie. Zapraszam na mój profil na facebooku - pewnie tam pojawią się zdjęcia bluz na Misiu :) 

Jesień będzie kolorowa!

Przygotowania do jesieni wyjątkowo w tym roku zaczęłam bardzo wcześnie, bo jakoś w maju ;) Nie wiedziałam ile będę mieć czasu na szycie, czy będę go mieć w ogóle, więc chciałam uszyć kilka longsleevów aby chłodna pogoda nas nie zaskoczyła.

Wybrałam rozmiar 98 i jak się okazuje był to dobry wybór, bo Misio przez wakacje podrósł o kilka centymetrów i mniejszy rozmiar byłby pewnie przymaławy ;) Wykorzystywałam zapasy materiałów (hurra!) i udało mi się niektóre zużyć do końca (w końcu).

Te dwie koszulki uszyłam z cienkiej dzianiny t-shirtowej i mają rękawy 3/4. Przydały się już w lecie w chłodniejsze dni. Zresztą wszystkie bluzki Michał miał już okazję przetestować, lato było albo upalne, albo chłodne, więc longsleevy się przydały.

W pomarańczowej koszulce postarałam się i ukryłam szew na karku. Udało mi się wygrzebać paseczek pomarańczowego ściągacza, którego starczyło tylko na dekolt, rękawy wykończyłam plisami z dzianiny. 

Jersey w myszki kupiłam dawno temu i na szczęście tylko pół metra. Na szczęście, bo nadruk jest jakiś taki krzywy, przez co bluzka też wydaje się być krzywa. 

Szew na karku również ukryty. Plisa przy dekolcie z dzianiny, z której są rękawy. Szyłam trochę z duszą na ramieniu, bo nie wiedziałam czy Michałowi przejdzie głowa (oczywiście szyłam późnym wieczorem), ale na szczęście przechodzi.

Następna bluzeczka w zielone paski chyba jest ulubioną Michałka. Mięciutka i super wygodna. Rękawy są z milutkiego limonkowego jerseyu, a przód i tył z dzianiny interlock. 

Jeszcze jedna raglanowa bluzka, zielono-granatowa :)

Chciałam złożyć ładnie paseczki przodu i tyłu. Jak widać na zdjęciu poniżej na środku się zeszły, ale bliżej pachy i dołu paski zaczynają się rozjeżdżać. To chyba znów krzywy nadruk, choć na niepociętym materiale nie było tego widać..

Ostatnia bluzka ma normalny rękaw i zabawny print w łapki. Znów udało mi się znaleźć paseczek żółtego ściągacza na wykończenie dekoltu. Zdjęcia na modelu - Michałek trenował pozowanie, a Mąż wprawiał się w roli fotografa :)

Pamiętacie jak pokazywałam spodnie w pandy? Wtedy były przydługie i trzeba było je podwijać, a teraz są w sam raz ;)

Buty ubrane po męsku ;) Drażni mnie ten krzywo zapięty rzep i nogawka za językiem buta, ale trudno ;)

Buty ubrane po męsku ;) Drażni mnie ten krzywo zapięty rzep i nogawka za językiem buta, ale trudno ;)

To wchodzimy do tego sklepu? ;)

To wchodzimy do tego sklepu? ;)

Kółko graniaste, czworokanciaste ;)

Jeszcze będąc w ciąży wymyśliłam, że uszyję Michałkowi bluzę na jesień. Plan był doskonały - miałam zużyć resztkę szarej dzianiny dresowej drapanej i kolorowe ścinki na aplikację na przodzie. Dodatkowo miałam mieć zajęcie na długie wieczory, a czasem i noce, gdy nękała mnie ciążowa bezsenność.

Żeby nie było zbyt łatwo, wymyśliłam, że bluza będzie miała z przodu zamek, który będzie ową aplikację rozcinać na pół.

Zaczęło się pięknie, wycięłam wszystkie elementy bluzy, wycięłam odpowiednio aplikację, pamiętając o dodaniu zapasu na wszycie zamka. Schody zaczęły się przy naszywaniu aplikacji.

Jako aplikację chciałam naszyć traktor. Dostałam śliczną bluzę z traktorem na Mateuszka i już oczami wyobraźni widziałam moich chłopców w bluzach z traktorami ;) Podkleiłam wszystko jak należy flizeliną i zaczęłam naszywać poszczególne elementy. O ile z karoserią nie było problemu, to koła wyszły mi trochę kanciaste.

Udało mi się (jako tako ;) ) naszyć całą aplikację i musiałam zrobić sobie urlop szyciowy. Urlop jak zapewne się domyślacie spędziłam w szpitalu ;)

Po powrocie do domu i ogarnięciu nowej rzecziwistości wróciłam do bluzy. Bardzo nie lubię szyć rzeczy zaczętych kiedyś tam, wolę uszyć od początku do końca, jakoś mam wtedy więcej cierpliwości i większą satysfakcję z szycia. 

Zamek wszywałam na dwa razy, bo za pierwszym razem wyszło fatalnie, drugi raz idealny też nie jest, ale już odpuściłam. Michałkowi bluza się podoba, ale na razie nie chciał przymierzyć ;)

A oto i bluza w całej okazałości ;) 

Kanciasty traktor, obawiam się, że daleko by nie zajechał ;)

Kanciasty traktor, obawiam się, że daleko by nie zajechał ;)

Udało mi się także zużyć resztkę szarego ściągacza.

Udało mi się także zużyć resztkę szarego ściągacza.

I w końcu miałam okazję potestować ściegi ozdobne mojej nowej maszyny do szycia ;)

I w końcu miałam okazję potestować ściegi ozdobne mojej nowej maszyny do szycia ;)

Kaptur wykończony lamówką. Następnym razem zrobię mimo wszystko podszewkę do kaptura, nie lubie widocznych szwów.

Kaptur wykończony lamówką. Następnym razem zrobię mimo wszystko podszewkę do kaptura, nie lubie widocznych szwów.

Cóż, bluza mnie nie zachwyca, więc będzie pewnie "do piachu" i na inne szaleństwa placowo-zabawowe. Po jej uszyciu obiecałam sobie, że to koniec z "niedoróbkami" i jak coś mi się nie będzie podobało to będę pruć do skutku ;)

Przy okazji obiecałam sobie jeszcze jedną rzecz, która ma mnie zmotywować do zużywania zapasów materiałów. Zamówiłam nowe dzianiny i żeby z nich coś uszyć muszę też uszyć coś z zapasów w stosunku 1:1. Jeden ciuszek z nowych materiałów, jeden z tych co leżą i czekają na litość ;) A Wy jakie macie sposoby na zalegające materiały?

 

Kurteczka przeciwdeszczowa

Tytułową kurtkę uszyłam już dawno, ale nie zdołałam się do tej pory zmobilizować i jej pokazać. Dawno to jest w kwietniu ;) Nie ukrywam, że pewnie bym się jeszcze nie odważyła szyć kurtki, gdyby nie wyzwanie na grupie facebookowej, do której należę. Co prawda tematem wyzwania były kieszenie a nie kurtki, ale wykrój przewidywał kieszenie, więc stwierdziłam, że spróbuję.

I zupełnie nieskromnie muszę powiedzieć, że to jedna z lepiej uszytych przeze mnie rzeczy i ciągle gdy na nią patrzę to jestem z siebie dumna ;)

Wykrój wzięłam z zeszłorocznego numeru Ottobre. Oczywiście nie obyło się bez pewnych zmian - w oryginale kurteczka jest z softshellu, a więc bez podszewki. Jednak ja chciałam aby kurtka była letnią przeciwdeszczową, to uszyłam ją z wodoodpornej tkaniny poliestrowej i dodałam podszewkę z dzianiny bawełnianej, aby przy ciele było coś naturalnego i miłego.

Uszycie jej zajęło mi 2 lub trzy popołudnia, nie pamiętam już dokłądnie, ale szyło się ją bardzo przyjemnie i stwierdziłam, że nie taki diabeł straszny ;) Wykrój jest bardzo udany i nie wymagał żadnych poprawek, jeśli znajdę czas to postaram się uszyć jeszcze jedną taką kurtkę, tym razem już z softshellu, w wersji jesiennej.

Szyjąc drugi raz tą kurtkę postarałabym się bardziej dopasować wzór na przodzie, albo wybrałabym inny materiał ;) 

Rękawy wykończone są ściągaczami. 

A to wyzwaniowe kieszenie.

Zamek zamówiłam chyba w zeszłym roku bez konkretnego przeznaczenia, po prostu mi się spodobał. Udało mi się go w końcu wykorzstać - miał odpowiednią długość i wpasował się kolorystycznie. Może jedynie suwak w kształcie samolotu słabo koresponduje ze słoniami, ale Michałowi to zbytnio nie przeszkadza, sam samolot natomiast bardzo mu się spodobał.

Zamek na całej długości ma osłonkę po wewnętrznej stronie.

W środku starał się wszystkie szwy zamaskować, jedyne szwy overlockowe, któe zostały widoczne to te w rękawach przy ściągaczu, ale one będą widoczne jedynie po przewróceniu kurtki na lewą stronę.

Wykrój wyjątkowo mi się spodobał ze względu na odpinany kaptur - ostatnio Michałek nie przepada za kapturami, więc mogę go po prostu odpiąć.

Tak kurteczka prezentuje się z tyłu.

Szerokość rękawów jest regulowana rzepami.  

Tak się prezentuje sam kaptur. I jeszcze jedno ujęcie kieszeni - są prawdziwe i dość pojemne :)

I  na sam koniec zdjęcie na modelu, zrobione w maju.

Chyba pora sprawdzić czy czapka jest jeszcze dobra i poszyć jakieś nowe na jesień :)

Post zgłaszam do zabawy u Mama Mi Szyje

Poznajcie Mateusza

Witajcie po dłuższej przerwie. Myślę, że najwyższy czas wrócić do blogowania. Co prawda doba jest zdecydowanie za krótka, ale postaram się wykroić trochę czasu na napisanie posta raz na kilka dni. Dziś będzie krótko i nie o szyciu.

Tymczasem poznajcie sprawcę całego zamieszania - mojego drugiego synka Matuszka :) W duecie z Michałkiem całkiem skutecznie wysysają ze mnie całą energię, ale po cichu liczę, że jak młodszy trochę podrośnie to zyskam czas dla siebie, bo chłopcy zajmą się wspólną zabawą. (Wiem, wiem, to piękna marzenia, a rzeczywistość może przynieść coś zupełnie innego ;) )

Na razie czasu na szycie mam niewiele, braki snu u mnie kończą się brakiem cierpliwości, więc późnym wieczorem z żalem patrzę na maszynę do szycia i kieruję się do łóżka ;) Ale mam tak duże zaległości blogowe, że mam jeszcze sporo rzeczy do pokazania.

A oto Mateuszek :)

Zaglądajcie, bo niebawem pokaże coś, z czego jestem bardzo dumna ;) 

Produkcja masowa krótkich spodenek ;)

Nie samymi koszulkami człowiek żyje ;) Dziś na tapetę wędrują spodenki za kolano, które ostatnio poszyłam Michałkowi. Niektóre jeszcze nówki sztuki, ciepłe spod maszyny, inne po testach w terenie i nie nadające się do pokazania w całości ;) 

Robiąc zdjęcia doliczyłam się 6 par ;) A jakoś wydawało mi się ich mniej. No cóż, i tak nie jest ich za dużo i w planie mam następne, tym razem zupełnie krótkie na największe upały. Choć te w długości 3/4 mam nadzieję pomogą uniknąć choć kilku zdartych kolanek w to lato.

Na zdjęciach prezentuję 5 par, szóste czekają na pranie, za to będą zdjęcia na modelu na samym końcu wpisu. a oto i one:

Te cztery pary (plus piąte, które prezentuje Michałek) powstały z jednego wykroju z Ottobre nr 3/2016. Moim zdaniem bardzo udany model - nic nie musiałam zmieniać, a leżą doskonale, mają świetną długość, jednym słowem wykrój idealny.

Ponadto szyją się ekspresowo i bez jakichkolwiek problemów. Dużo ułatwia przód z jednej części, trochę można pobawić się z kieszeniami, ja doszywałam ściągacze zgodnie z opisem w Ottobre, ale równie dobrze można podwinąć tylko brzeg kieszonek i z głowy. W oryginale w pasie był jeszcze sznurek, ale zrezygnowałam z niego, guma w zupełności wystarcza :)

W dwóch parach kieszenie przyszyłam podwójną igłą, i takie wykończenie podoba mi się bardziej niż zygzak, którego użyłam w pozostałych. Mam nadzieję, że w końcu zdecyduję się na jakąś maszynę i będę mogła w następnych spodniach poszaleć już ze ściegami dekoracyjnymi ;)

Granatowe spodenki dostały kieszonki w dinozaury. Mogłam wyciąć tylko nieco większy wlot kieszeni, żeby było je lepiej widać ;)

Tył składa się z dwóch części, bez kieszeni, najprościej jak się da :)

Spodenki w zygzaki szyłam z wykroju też z Ottobre, ale z nr 1/2016. Leżą całkiem fajnie, ale nogawki musiałam skrócić o jakieś 5 cm, bo wychodziły prawie do kostek, a też miały być 3/4. Poza tym te szyje się trochę wolniej, mają udawany rozporek, a z tyłu miały być kieszenie (ja z nich zrezygnowałam).

Zbliżenie na rozporek, ale wzorzystość materiału chyba wszystko przesłania ;)

No i obiecane zdjęcia na modelu :)

Samolot leciał, więc są spodenki w całej okazałości ;) Większość spaceru Michaś spędził na czworakach wąchając stokrotki ;)

Albo uciekając przed aparatem, tzn goniąc gołębie ;)

Koszulki.. Jeszcze więcej koszulek

Z dziećmi i ich ubrankami jakoś tak jest, że nie ważne ile tych ubrań mają to i tak zawsze zdecydowana większość jest w praniu/suszy się/czeka na uprasowanie*.

*Niepotrzebne skreślić ;)

Kilka ostatnich upalnych dni "pomogło" mi się zmobilizować i zrobić przegląd t-shirtów Michała z mierzeniem włącznie. Kilka okazało się za małych, kilka takich mocno na styk (wyglądają jeszcze nieźle, ale ubieranie idzie opornie, a tego Misio nie znosi). 

Uszyłam więc kolejne koszulki na lato. A jak uszyłam to pogoda się popsuła ;) No ale wakacje dopiero przed nami, więc na pewno się przydadzą i pewnie uszyję jeszcze kolejne, bo kilka muszę przeznaczyć na plastyczne szaleństwa Michałka (czytaj: nie do doprania).

Marynarski klimat w dalszym ciągu dominuje, ale są jakieś urozmaicenia ;) Koszulkę polo uszyłam już dawno temu, ze dwa miesiące pewnie, ale nie mogła się doczekać na zdjęcia.

Z białej dzianiny w żaglówki i koła ratunkowe miała być piżamka, ale doszłam do wniosku że białe spodnie nie przeżyją dłużej niż do pierwszego prania. Powstała więc koszulka, która mam nadzieję nie będzie jednorazówką ;) Materiału został mi kawałek więc może uszyję piżamkę, ale z ciemniejszym dołem.

Zdecydowanie najbardziej lubię szyć raglany, co zresztą łatwo zauważyć ;) Szyją się łatwo i szybko, a zaoszczędzony czas postanowiłam wykorzystać na ukrycie szwów na karku. Wygląda to naprawdę fajnie, no i żadne nitki nie będą łaskotać czy drapać po karku ;)

Polo ma klasyczne rękawki i granatowe zapięcie, żeby unikną wrażenia "piżamkowatości". Miał być też kołnierzyk, nawet go wycięłam, tylko przypinając go szpilkami do podkroju szyi zorientowałam się, że pliski zapięcia zostawiłam u góry nie wykończone ;) Więc chcąc nie chcąc zostało mi wykończyć dekolt lamówką. Sądząc po tej piżamce, koszulka ma duże szanse zostać ulubioną. 

Napki od lewej stronie ukryte są w plisce, żeby plastik nie dotykał skóry.

W tej bluzce wolałabym biały ściągacz przy szyi, ale zamawiając ściągacze stwierdziłam, że białego nie będę na pewno potrzebować ;) W końcu wybrałam ściągacz w kolorze  imitującym jeans i muszę przyznać, że wygląda całkiem nieźle.

Niteczki na rękawkach mają zbliżony odcień i całość nawet gra. Bardzo podoba mi się ten raglan ze wstawką z boku - chyba ostatnio już to pisałam, ale naprawdę wygląda świetnie, szczególnie po ubraniu :)

Piraci mówią sami za siebie ;)

Ostatnia koszulka w samochody wyścigowe mam nadzieję, że przypadnie Michałkowi do gustu. Z braku laku wszyłam prążkowany ściągacz, choć nie do końca jestem do niego przekonana. Kolorystycznie pasuje, ale nie wiem czy nie będzie za gruby. Ta dzianina bardzo słabo się rozciąga, więc bałam się, że z plisą koszulka nie przeszła by przez głowę Michałowi.

A na deser zdjęcia Michałka w koszulce w arbuzy z ostatniego postu :) 

IMG_1692.JPG

Lato, lato.. Ahoj!

Pogoda jak na razie nie dopisuje; 10 stopni na dworze jakoś nie przypomina w niczym lata, jednak kiedyś to lato mam nadzieję nadejdzie. I powolutku przygotowuję Michałka na gorące dni. A raczej jego szafę ;)

Uszyłam 3 t-shirty, dwa marynarskie klimaty, a jeden owocowy. Arbuzy chodziły za mną już w tamtym roku, ale jakoś nie zdecydowałam się na zakup. Za to teraz sobie odbiłam - uszyłam z nich bluzkę dla siebie, koszulkę dla Michałka i jeszcze został mi niewielki kawałek, na który mam już pomysł.

Zastanawiam się tylko na ile dobrym pomysłem są białe przody bluzek dla dwulatka, po uszyciu już naszły mnie myśli typu: jak długo pozostaną białe? Jednak jasne kolory odbijają światło, więc jeśli będziemy mieć znów tak upalne lato to Michaś nie będzie się w nich tak grzać.

Dzianina w marynarskie wzory to singiel jersey z nadrukiem cyfrowym, jest milutka, miękka, nadruk niewyczuwalny, no i jest cieniutka - idealna na lato, ale nie dla mojej mojej maszyny. Dawno moja Singerka nie miała przy szyciu takich fochów jak przy tych t-shirtach. 

Dzianina w arbuzy jest odrobinę grubsza i z nią na szczęście nie było problemów czasie szycia. Doły i rękawy podwijam z użyciem podwójnej igły i tak się umordowałam przy tych cienkich dzianinkach, że nie starczyło mi już sił i chęci, żeby ładnie wykończyć dekolty, więc "straszą" szwami. Trudno, w czasie noszenia nie widać ich ;)

Wykrój pochodzi z Ottobre 3/2016, rozmiar 98. 

I tak do ideału jest daleko, ale bałam się, że materiał nie wytrzyma kolejnego prucia.. Ostatnio jakoś jesteśmy z tą prujką jak papużki nierozłączki, za co się nie wezmę to pruję ;)

I tak do ideału jest daleko, ale bałam się, że materiał nie wytrzyma kolejnego prucia.. Ostatnio jakoś jesteśmy z tą prujką jak papużki nierozłączki, za co się nie wezmę to pruję ;)

Dla niewykończonych jak trzeba dekoltów jest jeszcze jeden powód - nie wiem czy koszulki przejdą Misiowi przez głowę i tak będę miała mniej prucia :D 

Dla niewykończonych jak trzeba dekoltów jest jeszcze jeden powód - nie wiem czy koszulki przejdą Misiowi przez głowę i tak będę miała mniej prucia :D 

Bardzo podoba mi się ta kontrastowa wstawka po bokach. Wszystkie koszulki plecy mają takie jak przody.

Bardzo podoba mi się ta kontrastowa wstawka po bokach. Wszystkie koszulki plecy mają takie jak przody.

Teraz w planie krótkie spodenki, te z zeszłego roku jeszcze nam posłużą do trenowania sikania na nocnik - bez pieluchy jeszcze Michałek daje radę je ubrać ;)

A na razie testujemy kurtkę przeciwdeszczową, którą niedawno szyłam. Niebawem Wam ją pokażę!

Koty, pandy, motory, szarości.

Czyli co mały chłopiec może nosić na nogach ;) 

Ostatnio szyję hurtowo i staram się trochę "na zapas", szczególnie jeśli chodzi o ubranka Michała. Na zapas w sensie ciut większe niż Michałek obecnie nosi, z nadzieją, że na jesień będą ciągle dobre. Nie wiem na ile uda mi się ogarnąć życie z dwójką dzieci i ile czasu zostanie mi na szycie, więc chociaż na jesień chcę mieć trochę dobrych ubrań dla Misia.

Z tego względu powstały 4 pary długich spodni. Szyłam je z wykroju z zupełnie nowego źródła - pochodzi ze strony www.petitapetitandfamily.com. Wybrałam najprostszą wersję spodni, żeby zobaczyć jak leżą i czy sam wykrój nie wymaga poprawek. Jako pierwsze powstały spodenki w koty i jeśli się przyjrzycie, to widać, że są dużo dłuższe od pozostałych.

Żeby było ciekawiej, to wzięłam rozmiar 92, choć zwykle szyję już ubranka w rozmiarze 98. Ale już odrysowując formę, wydawały mi się dosyć długie. Po uszyciu okazało się, że spodnie są tak długie, że może na jesień uda mi się założyć je Michałowi w wersji z podwiniętymi nogawkami, a jak nie to będą czekać na przyszłą wiosnę ;)

Kolejne pary szyłam już krótsze o cały mankiet nogawki, na szerokość są fajne - nie za opięte, nie za luźne. Obawiałam się też, czy nogawki bez ściągaczy na dole nie będą się podnosić przy zabawie, ale fajnie trzymają się na miejscu.

Na zdjęciu są tylko 3 pary, gdyż czwarte Michałek akurat miał ubrane, będą później zdjęcia na modelu ;) I motory, i pandy były już noszone i do tej pory podwijałam mankiet, żeby nogawki nie wchodziły Michałkowi pod pięty. Ale dziś obyło się bez podwijania - nie wiem czy te jedne wyszły mi trochę krótsze, czy w "międzyczasie" dziecko mi się wydłużyło ;)

Mankiety przy nogawkach są takie trochę "oszukane". Nie są doszywane do nogawki, tylko od lewej strony nogawka podszyta jest paskiem materiału, ładnie podłożonym, tak że nie widać żadnych szwów po podwinięciu spodni.

Mankiety przy nogawkach są takie trochę "oszukane". Nie są doszywane do nogawki, tylko od lewej strony nogawka podszyta jest paskiem materiału, ładnie podłożonym, tak że nie widać żadnych szwów po podwinięciu spodni.

Rozporek jest udawany. Dopiero moja Mama zwróciła mi uwagę, że zrobiłam go na "damską" stronę ;) Czwarte spodnie mają go już na dobrą stronę, a w tych mam nadzieję, że dwulatkowi nie będzie to specjalnie przeszkadzać ;)

Rozporek jest udawany. Dopiero moja Mama zwróciła mi uwagę, że zrobiłam go na "damską" stronę ;) Czwarte spodnie mają go już na dobrą stronę, a w tych mam nadzieję, że dwulatkowi nie będzie to specjalnie przeszkadzać ;)

I jeszcze zbliżenie na mankiety. Pandy i koty mają czarne, motory od lewej strony też podszyłam tą samą dzianiną. Poniżej widać dokładnie jak to wygląda na prawej stronie. Widać też stopę mojego Syna, akurat przyszedł mi pomóc robić zdjęcia na bloga. ;)

I jeszcze zbliżenie na mankiety. Pandy i koty mają czarne, motory od lewej strony też podszyłam tą samą dzianiną. Poniżej widać dokładnie jak to wygląda na prawej stronie. Widać też stopę mojego Syna, akurat przyszedł mi pomóc robić zdjęcia na bloga. ;)

W pasie tunel na gumkę jest doszywany, od lewej strony dałam czarną dresówkę dla kontrastu, podobnie zresztą z workami kieszeniowymi.

W pasie tunel na gumkę jest doszywany, od lewej strony dałam czarną dresówkę dla kontrastu, podobnie zresztą z workami kieszeniowymi.

Kieszenie są teraz u nas na topie - można schować do nich autko albo klocka ;)

Kieszenie są teraz u nas na topie - można schować do nich autko albo klocka ;)

Prawie udało mi się namówić Michałka, żeby zapozował do zdjęcia - dał mi jakieś 2 sekundy, co dla mnie niestety jest niewystarczające, żeby zrobić dobre zdjęcie ;) No i oczywiście stanął w miejscu, gdzie musiałam poobcinać na około ile się dało :D

Prawie udało mi się namówić Michałka, żeby zapozował do zdjęcia - dał mi jakieś 2 sekundy, co dla mnie niestety jest niewystarczające, żeby zrobić dobre zdjęcie ;) No i oczywiście stanął w miejscu, gdzie musiałam poobcinać na około ile się dało :D

Szarość spodni ożywiłam pomarańczowymi kieszeniami i  mankietami, lewa strona tunelu na gumkę też jest pomarańczowa.

Szarość spodni ożywiłam pomarańczowymi kieszeniami i  mankietami, lewa strona tunelu na gumkę też jest pomarańczowa.

Spodnie podobają mi się i widzę, że Michałkowi w nich wygodnie, więc na pewno wrócę jeszcze do tego wykroju, może nawet w wersji z prawdziwym rozporkiem (jeśli się odważę :D ) A jak Wam się podobają te spodnie? 

Pojazdy i narzędzia

Oj, długo bardzo tu nie zaglądałam niestety. Ale nadszedł czas aby omieść pajęczyny, zdmuchnąć kurz i rozkręcić na nowo bloga. W tym celu wykorzystam ciężki sprzęt w postaci koparek, dźwigów, młotków i tym podobnych ;) 

Dużo się u nas działo, przeprowadzka i tym podobne sprawy trochę nas zaabsorbowały. Teraz zaczynam zauważać już u siebie syndrom wicia gniazda, więc też zajęć mi nie brakuje, w końcu lipiec już niedługo ;) Ostatnio dużo szyję, głównie dla Michałka, chcę żeby miał komplet ubranek na lato i może już kilka na jesień, bo ciężko mi przewidzieć ile czasu znajdę na szycie jak pojawi się nasz drugi Synek.

Następne posty pewnie będą bardziej "zbiorcze", żeby trochę nadgonić tyły na blogu - w kolejce do pokazania czeka kilka par spodni, jeszcze więcej bluzek, kurtka i kolejne ubranka ciągle powstają ;)

Jedną z pierwszych rzeczy, które uszyłam na nowym mieszkaniu jest piżamka dla naszego fana motoryzacji. A że im większy pojazd tym lepszy, to postawiłam właśnie na wspomniane pojazdy do prac budowlanych. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, za pierwszym razem Michaś rano nie chciał się przebrać. 

Wykorzystałam dzianinę w 100% bawełnianą, beż żadnych dodatków. Nie jest może bardzo rozciągliwa, ale do spania takie dzianiny są według mnie najlepsze - oddychają, dziecko się nie zgrzeje ani nie zmarznie. Materiału miałam metr, wcześniej wycięłam już z niego t-shirt, więc nie starczyło na rękawy ;) Na nie wykorzystałam do ostatniego skrawka resztkę niebieskiej dzianiny, na którą nie miałam już za bardzo pomysłu i leżała smętnie w szafie.

Wykroje pochodzą oczywiście z Ottobre (Burda dla dzieci przegrywa z kretesem, nowy numer też nie dostanie szansy, bo prawie wszystkie wykroje dla dziewczynek..), spodnie w rozmiarze 98, a bluzka to powiększane na oko 92 ;)

Poniżej więcej zdjęć - miało nie być już zdjęć na panelach, ale moje tło gdzieś się zapodziało w ferworze przeprowadzki i nim je odnajdę to pewnie jeszcze trochę minie ;) Ale postaram się szybko poprawić!

Gumka w pasie przeszyta, aby się nie przekręcała.

Gumka w pasie przeszyta, aby się nie przekręcała.

Postanowiłam zużyć zalegający żółty ściągacz, akurat idealnie komponuje się z koparkami ;)

Postanowiłam zużyć zalegający żółty ściągacz, akurat idealnie komponuje się z koparkami ;)

Niestety moja maszyna nie przepada za cienkimi dzianinami, wciąga je pod płytkę ściegową, plącze nici.. Podłożenie dołu to był koszmar!

Niestety moja maszyna nie przepada za cienkimi dzianinami, wciąga je pod płytkę ściegową, plącze nici.. Podłożenie dołu to był koszmar!

IMG_0009.JPG

A właściciel piżamki zadowolony i jak zwykle nieuchwytny - ukrył się za autobusem. ;)

Mam nadzieję, że wpisy znów zaczną pojawiać się w miarę regularnie, więc bądźcie czujni!

Wpis bierze udział w zabawie u Mama Mi Szyje

Trochę oszukane dżinsy

Odważyłam się uszyć Michałkowi dżinsy. I o ile nie miałam specjalnych obiekcji odnośnie szycia dżinsu (w tej kwestii miałam raczej pozytywne nastawienie), o tyle nie do końca byłam przekonana czy Michaś będzie chciał w nich chodzić.

Bardzo podobają mi się spodnie z Ottobre z dużą ilością kieszeni, zamkiem, dodatkową gumką w pasie, jednak uznałam, że najpierw uszyję coś prostszego, a dopiero jak będę widzieć, że mój Syn chce chodzić w dżinsach, to przysiądę i uszyję mu takie wypasione ;)

Dlatego jako bazę wykorzystałam wykrój na spodnie dresowe. Zrezygnowałam ze ściągaczy przy nogawkach, kieszeni w szwach bocznych, dodałam za to kieszenie na pupie i pobawiłam się w ozdobne stębnowania nićmi do dżinsu.

Oto co mi wyszło:

Samo szycie dżinsu było do przeżycia, z tego konkretnego szyłam już kiedyś torebkę dla siebie. Zaskoczyła mnie za to igła do dżinsu, którą specjalnie na tą okazję kupiłam. Niby półpłaska kolba, tak jak przy wszystkich innych igłach, ale nie weszła mi w igielnicę. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, może Wy macie jakiś pomysł?

W końcu szyłam igłą uniwersalną i musiałam się sporo napocić przy przeszyciach żółtą nicią do dżinsu. Ciągle mi się ta nic plątała od spodu, naprężenie dolnej nici zmniejszało się w trakcie szycia, Nić ze szpulki skręcała się i haczyła, ogólnie miałam ochotę wyrzucić te nici za okno i dać sobie spokój. ;)

IMG_0050.JPG

Imitacja rozporka jest tylko naszyta. Zastanawiałam się, czy dżins na gumce nie będzie za gruby i w efekcie niewygodny, ale nie jest źle.

Kieszonki z tyłu spodni są prawdziwe i nawet jestem z nich zadowolona :) Dodatkowo przestębnowałam żółtą nitką szwy po bokach spodni.

Przez te nieszczęsne żółte nici uszycie spodni zajęło mi trzy razy tyle czasu co zwykle, naprułam się jak nigdy (z reguły pruje bluzy, spodnie ze sprawdzonych wykrojów udaje mi się uszyć bez prucia ;) ) i w myślach rzucałam różne inwektywy pod kątem maszyny i tych spodni ;) Na głos wolałam się powstrzymać, żeby Misio nie podłapał :D

"Wypasione" dżinsy z Ottobre na pewno powstaną, ale chyba nie prędko ;) Szycie spodni dresowych jest relaksujące, a dżinsy potrafią zdenerwować ;)

Zaległości ciąg dalszy

Dziś pokażę Wam bluzę, którą uszyłam bardzo dawno. W tamtym roku, w czasie zmian na blogu, później była w przeróbce, a później jakoś się nie złożyło, żeby ją zaprezentować ;)

Bluzę szyłam w rozmiarze 92, niedługo będzie za mała, więc to ostatni dzwonek żeby ją pokazać. Wykrój pochodzi z Ottobre.

Na początku zamiast ściągacza przy szyi wszyłam plisę z tej samej dzianiny co rękawy. Za pierwszym razem wyglądała super, ale nie przechodziła głowa. No cóż, pomyślałam,że się zdarza, wyprułam i wszyłam nową.

Tym razem głowa przechodziła, ale plisa odstawała i wyglądała ogólnie nie najlepiej. Zostawiłam ją, ale po pierwszym praniu wyprułam ją, bo stwierdziłam, że nie dam rady na to patrzeć i wszyłam w końcu ściągacz. Kontrastowy, bo nie miałam niebieskiego.


Obie dzianiny to dresówka pętelka, minionki jak widać nieco się skulkowały (miały niewielką domieszkę poliestru). Wniosek nasuwa się sam - nigdy więcej dresówek z poliestrem. Niebieska dzianina natomiast trzyma się świetnie, jedynie jak dla mnie mogłaby się trochę lepiej rozciągać.

Wykrój bardzo udany, na pewno z niego jeszcze nie raz skorzystam, jednak dodam ze 2 centymetry na długości - wolę trochę dłuższe bluzy, które w trakcie ruchu trzymają się na biodrach;)

Mam jeszcze kilka rzeczy w klimacie świątecznym (ale chodzi mi o Boże Narodzenie). Pokazywać to jeszcze przed Wielkanocą, czy poczekać do grudnia? ;)

Pidżama party ;)

O ile dobrze pamiętam w okolicach Nowego Roku przez kilka dni było naprawdę mroźno i dało się to odczuć u nas w mieszkaniu, szczególnie w nocy. Na szybko uszyłam wtedy Misiowi dwie pidżamki, które aktualnie są jego ulubionymi. Moimi zresztą też, bo nie muszę w nocy ciągle sprawdzać, czy Synek nie rozkopał się i czy nie jest mu zimno.

Obie pidżamy uszyłam z dresówki pętelki, żeby były ciepłe. Wykorzystałam zalegające w szafce potworki i sowy. Potworki bardzo podobają mi się na zdjęciach, natomiast na żywo ten wzór wydaje mi się trochę "dziewczynkowy". Więc skończyły jako rękawy pidżamy ;) A białych sówek nie umiałam sobie wyobrazić w roli bluzy dwulatka, który chce jeść sam zupy ;)

Szarą dresówkę kupiłam w innym sklepie niż zwykle i trochę się nacięłam - nie podano składu tej dzianiny, ja nie dopytałam, a wydaje mi się, że ma domieszkę poliestru - niestety po dwóch miesiącach użytkowania skulkowała się i "boi się" żelazka o wysokiej temperaturze. Co dziwne, w tym samym sklepie kupiłam motory z poprzedniego postu, a z nimi na szczęście nic takiego się nie dzieje.

Pidżamki szyłam po najmniejszej linii oporu - wykroje te co zwykle, co się dało to zszywałam overlockiem, a resztę podwójną igłą.

I jeszcze jedna rzecz mnie drażni w tej szarej dresówce - żaden z moich szarych ściągaczy do niej nie pasuje (a mam ich kilka odcieni).

W spodniach z tyłu wszyłam malutką metkę, żeby bez problemu rozróżniać przód i tył (w zasadzie to żeby Mąż umiał je rozróżnić;) )

W drugiej pidżamie na przodzie spodni wyszyłam imitację rozporka i szwów, więc też od razu wiadomo, gdzie jest przód ;)

Pidżamy są ciepłe i wygodne, Misio chętnie je ubiera a to jest dla mnie najważniejsze :) Niebawem czeka mnie szycie kolejnych, tym razem cieńszych, bo te z zaszłego roku sezonu wiosna/jesień są trochę kuse ;)

Coś na zimę

Zima niebawem się skończy, przynajmniej ta kalendarzowa. Najwyższy czas pokazać komplet, który uszyłam Michałkowi na zimowe chłody.

Z racji tego, że przeważały dni suche i wielkich mrozów nie było uszłam czapkę, komin i spodnie z dresówki pętelki i ociepliłam je niezbyt grubym polarem. Na śniegi i pluchę, których wiele nie było kupiliśmy Michałowi spodnie a la narciarskie, ale na większość dni były po prostu za ciepłe.

Wykorzystałam pętelkę w motory, którą kiedyś kupiłam bez określonego pomysłu, co z niej uszyć. Jesień przeleżała, na zimę wydawała mi się dość cienka, jednak w połączeniu z polarem okazała się być w sam raz.

Czapkę i komin szyłam na oko, zmierzyłam tylko Misiowi obwód głowy. Komin zrobiłam tym razem troszkę ciaśniejszy - przechodzi przez głowę na styk, ale dzięki temu ładnie otula szyję.

Spodnie szyłam z tego samego wykroju, z którego powstały np. te spodnie dresowe. Zrezygnowałam tylko ze ściągaczy i nie podwijałam góry na tunel dzięki czemu sięgają troszkę wyżej i nawet gdy Misio kuca czy się schyla plecy nie wystają spod kurtki ;)

Spodnie są w zasadzie dwustronne i Misio śmiało mógłby je nosić polarkiem na wierzch.

Aby gumka się nie przekręcała przeszyłam ją razem ze spodniami. O ile bardzo nie lubię tego rozwiązania w kupnych spodniach (bo nie da się zwęzić gumki nie prując całej góry), tak w szytych przeze mnie jest na porządku dziennym ;)

Bardzo lubię Michałka w tym kolorze, a motorów zostało mi jeszcze trochę, więc zapewne jeszcze coś z nich powstanie na wiosnę. Może bluza?

Zdjęć na modelu nie mam, chyba że Mąż ma coś u siebie na telefonie ;)